Dopiero co wydali EP-kę i już wydali debiutancką płytę długogrającą zatytułowaną Sawant. Dopiero co wydali płytę, a już tworzą następną. Wrocławskie Kielichy porzuciły bezpieczne wody neofolku i ruszyły na niezbadane morza. Gdzie dopłyną? Czy w ogóle wiedzą? Na dwa tygodnie przed festiwalowym debiutem na katowickim OFFie, udało mi się porozmawiać z zespołem w Krakowie. Był ciepły, letni wieczór, siedzieliśmy nad Wisłą i rozmawialiśmy o tym, co jest w ich muzyce gotyckiego, co to za sawant i co będzie dla nich największym wyzwaniem przed pokazaniem się szerokiej publiczności na OFFie.
Pośrodku morza
ŁŚ: W styczniu tego roku wyszła wasza EP-ka Punkty płonące, na której znalazł się utwór Morze czarne z tekstem: “Pozwólcie nam płynąć na statkach utkanych ze snów, szukać nowych mórz” i “musimy wreszcie coś zniszczyć, aby móc stworzyć nowe miejsca”. A już w czerwcu wydajecie swoją pierwszą płytę długogrającą, Sawant. Czy ta płyta to już jest to miejsce, do którego do płynęliście, czy raczej wciąż skupiacie się na eksploracji starych terenów?
Adrian Szczecina: Ten tekst nie był pisany z zamysłem tworzenia narracji o naszej twórczości. Szczerze mówiąc to bardziej chciałem po prostu wyeksponować bardziej życiowy temat. Też fun fact jest taki, że ta piosenka została stworzona już po napisaniu Sawanta. A więc to nie jest tak, że ta płyta to już ma nas zdefiniować na najbliższych kilka wydawnictw. Cały czas sobie pozwalamy na eksplorację, szukanie tych nowych miejsc.
ŁŚ: Czyli tak jak w tej piosence, nie macie tego portu, do którego płyniecie?
Aleks Ciekalski: Nie, żadnej konkluzji nie ma i chyba się z tym pogodziliśmy. Nasza twórczość to kolejny przykład na to, że podróż jest ważniejsza niż cel.
ŁŚ: Ale powiedziałeś, że ta płyta teraz jest trochę inna muzycznie.
AC: Tak, jasne, odjechaliśmy na tej płycie, a na nowym wydawnictwie, nad którym teraz pracujemy, odjeżdżamy w jeszcze inne miejsca. Ale nie jest to coś, do czego dążymy za wszelką cenę: zmieniać się tylko żeby się zmieniać. To jest bardziej naturalna ewolucja. Żyjemy i doświadczamy nowych rzeczy, słuchamy nowych nowej muzyki, poznajemy nowych ludzi i to nas skłania, żeby też muzycznie iść gdzie indziej jako zespół i jako kolektyw.
AS: Nasze gusta się zmieniają i zmieniają się też nasze możliwości. Mamy teraz więcej instrumentów. Nie, nie boimy się eksplorować. U nas to mnie też kręci, że ten element niszczenia starej stylistyki wszystkim nam się podoba. Podejrzewam, że każdy z nas czerpie satysfakcję z tego, że musieliśmy wyjść z neofolku i że teraz jesteśmy już na pełnym morzu.
Mikołaj Uchman: Ten materiał też nie powstawał linearnie, na przykład część utworów, które jest na tej płycie powstała nawet jeszcze przed wydaniem pierwszej EP-ki.
AC: Na przykład Myśliwy, który został kompletnie przearanżowany. W pierwszej wersji był bardzo, ale to bardzo neofolkową piosenką: wszystkie instrumenty i rytmika były bardzo neofolkowe. Przearanżowaliśmy go na potrzeby tej naszej nowej odsłony, że tak powiem, nowego imidżu.
MU: Został tylko tekst i akordy w refrenie.
ŁŚ: Adrian, powiedziałeś, że tekst Morza czarnego nie odnosi się do waszej twórczości, ale jak tak was słucham, to można pomyśleć, że jednak się trochę odnośni.
AS: Pisząc ten tekst nie starałem się stworzyć narracji, która miałaby opowiadać słuchaczowi, co się stanie z zespołem, czego może spodziewać. Patrząc z perspektywy czasu może to się faktycznie wpisało, ale nie taka była intencja.
ŁŚ: No widzicie, ja się nabrałem, ja automatycznie odczytałem to jako jako taki właśnie manifest. Dokądś jednak zmierzacie. Możecie powiedzieć tak w skrócie, w jaką stronę? Kontrolujecie to w jakiś sposób, czy po prostu idziecie na żywioł?
AS: Jest jakaś estetyka, którą mamy w głowie. W pewien sposób chcieliśmy troszeczkę zrezygnować z tego crescendującego post-rocka na rzecz bardziej prymitywnego no wave'u, ale nie udało się tak w pełni.
MU: Są takie elementy, ale zostały okraszone jakimiś jeszcze wpływami. No wave jest taki bardzo prymitywny, bardzo mocno oparty na rytmie, na dysonansach.
AC: I przez to podobny jest do neofolków w tej swojej formule. Bardzo łatwo się przez to wyczerpuje. Tak na EP-kę, albo dwie jak sądzę. Dla nas stałoby się to mega szybko monotematyczne i nudne. Więc mimo takiego pierwotnego założenia prędko z tego zrezygnowaliśmy i zrozumieliśmy, że po prostu potrzebujemy iść z naszym naturalnym flow. I potem znowu pojawiały się kompozycje, które miały jakieś bardziej rozciągniętą strukturę, połamane metrum, coś co w ogóle nie przypominało no wave’u. Więc chyba konkluzja jest taka, że jest to totalnie poza naszą kontrolą i to dobrze.
AS: Na Sawancie, w ostatnim utworze, w Schodach wężowych, jest już taki klimat trochę bliskowschodnich skal. To zapowiada mam wrażenie nasze kolejne wydawnictwo, które jednak nie wiemy jeszcze, kiedy się ukaże.
AC: Więc ten element absurdyzmu, że wszystko jest poza kontrolą, a mimo to jest ok, jest w nas żywy.
AS: Muzyka, którą robimy musi się nam podobać. Chyba taka jest konkluzja.
![]() |
| Kielichy na początku 2026 |
ŁŚ: Dopiero wydaliście nową płytę i już planujecie następną?
AS: No tak, naturalnie się to wszystko dzieje. Też ten proces produkcyjny ostatniej płyty był mocno rozciągnięty. Nagraliśmy materiał w kwietniu zeszłego roku ale cały proces dogrywek, miksu, masteringu zakończył się dopiero zimą.
ŁŚ: Dobra, a to jeszcze wrócę do tego Morza czarnego, bo nie ukrywam, że ten utwór zrobił na mnie wrażenie. Na pierwszej EP-ce mieliście Bałtyk, na drugiej Morze czarne i jak sobie spojrzałem na kawałki na nowym albumie, to aż się zdziwiłem, że nie ma żadnego morza wśród tytułów. Co jest takiego w tym morzu, że jest dla ciebie, Adrian, tak inspirującym tematem?
AS: Od dzieciaka byłem strasznie zajarany morzem i żeglowaniem ogólnie. To trochę absurdalne, bo jestem z gór, ale chociaż teraz mieszkam przy jeziorze. Jeśli chodzi o Bałtyk to mam wrażenie, że ten utwór łapał dla mnie taki jakiś ambians końca wakacji nad Bałtykiem. Atmosferę późnego sierpnia. Z kolei Morze czarne to nasze wspólne wspomnienie. Byliśmy dwa lata temu na takim fajnym road tripie po Bałkanach i spędziliśmy cudowny wieczór nad Morzem Czarnym, bardzo taki oczyszczający. A na takiej warstwie symbolicznej, morze kojarzy mi się zawsze z taką bardzo rozległą warstwą nieświadomą i te teksty, które piszę też bardzo często właśnie działają bardziej na na zasadzie skojarzeń, trochę przypominają sny. Słynne słowo oniryzm się często pojawia, gdy ktoś określa naszą muzykę. Morze jest więc dla mnie symbolem również tego, z czego te teksty wyrastają.
ŁŚ: No i “morze czarne” to nawet nie musi być nazwa tego morza, po prostu jego wygląd.
AC: To raczej nie jest toponim.
MU: To znaczy, mieliśmy taką debatę, czy to jest odpowiedni tytuł, ale stwierdziliśmy, że to jest faktycznie też określenie jakie może dotyczyć morza, zwłaszcza, że Adrian rysuje w tym kawałku taki dość mroczny pejzaż.
Wszyscy jesteśmy sawantami
ŁŚ: Wydaliście swoją pierwszą płytę długogrającą i zatytułowaliście ją Sawant. Przyznaję, musiałem sobie wygooglować, ale teraz wiem, że to albo określenie człowieka, który jest wyjątkowo uzdolniony, albo może to być nazwa schorzenia. W zasadzie dokładnie tej odmiany autyzmu, którą najczęściej przedstawia się w filmach, jak na przykład w Rain Manie. Kto dla was jest tym sawantem? Skąd w ogóle taki tytuł?
AS: Wiesz co, ja myślę, że poniekąd wszyscy jesteśmy sawantami, jakkolwiek to nie brzmi. Dla mnie przynajmniej ten sawant to trochę opowieść też o nas, takie nasze nowe imię na tę chwilę. Bo wszyscy mamy czasem jakieś problemy w życiu, czasem sobie z czymś nie radzimy. Ale muzyka jest tym miejscem, gdzie ta nasza wrażliwość, która często sprawia nam dużo problemów, dostaje swój głos.
ŁŚ: Jest w waszej twórczości też coś, co bardzo rzuca mi się w oczy: użycie symboliki religijnej. Mam nawet listę: w waszych kawałkach jest i piekło, bramy piekielne, i niebo, i anioł, chociaż diabła chyba nie, ale mogłem przeoczyć. Ze dwa razy pojawia się człowiek, który wisi na drzewie, jest korona cierniowa, liczba 7. A i same kielichy to też przecież potężny symbol religijny.
Zastanawiam się, czy to jest celowe zagranie, bo dodaje to odpowiedniego klimatu i pewnej gotyckiej atmosfery, a może to bardziej efekt tego, że w naszej kulturze po prostu tak często pojawiają się takie referencje?
AS: Nigdy nie było tak, żebym celowo w tych tekstach sięgał po symbole religijne, żeby jakiś klimat wprowadzić. Bardziej, wydaje mi się, że to ze względu na naszą kulturę i to jak bardzo emocjonalnie i symbolicznie są one nacechowane, że można odczytywać je na różny sposób. Bardzo mi się to podoba. Tak trochę po jungowsku do tego podchodzę, że często są to fajne symbole dla określenia różnych przemian, które w nas zachodzą. Plus do tego mam wrażenie, że do Sawanta pasuje ta nomenklatura religijna ze względu na to, że nasza muzyka jest muzyką rytualną. Przynajmniej tak jak my to odczuwamy, jak my to odgrywamy. Muzyka, która prowadzi do jakiejś przemiany.
Często bazujemy nasze utwory na jednej zmianie dźwięku, którą budujemy przez długi czas, co sprzyja wpadaniu w pewnego rodzaju trans. Mam wrażenie, że użycie języka religijnego jeszcze to podkreśla.
MU: Mi się nasza muzyka kojarzy z doświadczeniem religijnym. Raczej stąd ta stylistyka tekstów wynika niż z jakichś gotyckich inspiracji, które, nie zrozum mnie źle, również mamy. Ale nie wiem, czy byś określił naszą muzykę jako związaną z, powiedzmy, subkulturą gotycką.
Bartosz Grygielski: Wszyscy czerpiemy z takiego mistycyzmu właśnie, wydaje mi się, bardziej na zasadzie radzenie sobie z tą naszą wrażliwością. Czerpiemy z symboliki, która pozwala to wszystko jakoś przepracowywać.
AC: No i myślę, że istnieje też taka paralela liryczna pomiędzy tym sawantem i nomenklaturą religijną. Bo to jest takie opozycyjne: sawant a więc ta piękna część, tak samo jak mamy to w sferze sacrum, jest przeciwstawiona tym pewnym zwyrodnieniem. Czymś grzesznym, czymś po prostu ludzkim. Myślę, że idzie to ze sobą w parze.
![]() |
| Sawant ozdobiony jest przejmującymi grafikami Darii Izworskiej |
ŁŚ: Na singiel z nowej płyty wybraliście Puste niebo i zastanawiam się, czy utwór z tak wiele mówiącym tytułem to jest jakiś wasz manifest światopoglądowy?
AS: Wiesz co, trochę tak. Wydaje mi się, że taki mocny fundamentalizm religijny kreuje mocną dychotomię: albo coś jest białe, albo coś jest czarne, nie ma nic pomiędzy. I ta piosenka jest trochę o tym, że albo jesteś na tym szczycie i wyżej jest tylko niebo, albo są te najniższe doliny. Druga część tekstu opowiada o tym, jak można gdzieś uciec w taką fantazję, że wszystko jest cudowne, piękne. Ale ostatecznie okazuje się, że to jednak tylko jakiś sen, jakieś odklejnie od rzeczywistości. Więc trochę tak, ale nie powiedziałbym, że to jest manifest. Wiesz, zadziałała tu taka organika i tekst po prostu powstał gdzieś przy okazji komponowania utworu.
ŁŚ: Powiedziałeś wcześniej o Jungu, o warstwie podświadomości. Czy to znaczy, że w taki sposób piszesz teksty? Poprzez strumień świadomości?
AS: Zdarza mi się często, że mam jakieś skojarzenie, które wydaje mi się bardzo trafne i fajnie pasujące do utworu i wokół tego powstaje reszta. Najczęściej jednak pierwsza powstaje warstwa melodyjna, ja łapię jej klimat i napływają skojarzenia.
Poniżej stu decybeli nie schodzimy.
ŁŚ: Skoro mamy omówioną warstwę tekstową to muszę spytać jeszcze o gatunek. Czy wy w ogóle siebie widzicie, jakkolwiek w takim szeroko pojętym post-rocku? Bo na albumie są fragmenty bardziej gitarowe, bardziej noisowe, ale czy to jest w ogóle jest coś, co was inspiruje?
AC: Poniekąd na pewno. Bo skoro rozszerzasz definicję tego gatunku tak, że zaliczacz do niego i nas, to możemy powiedzieć, że są wśród nich też takie zespoły jak Swans czy Godspeed You! Black Emperor.
Michał Warzecha: Z post-rockiem jest taki problem, że ten termin oznacza teraz pewną niszę. Jak słyszę “post-rock” to od razu widzę zespoły typu Explosions in the Sky. Kiedyś było to szersze pojęcie, teraz kojarzy mi się tylko z jego trzecią falą. Mimo tego, że z założenie post-rock oznaczał wyjście poza klasyczną rockową formułę, a więc naprawdę ciekawa sprawa. Zespoły typu Slint, Talk Talk, jeszcze pewnie Mogwai, to były bardzo ciekawe rzeczy, a potem mam wrażenie, że… jak coś po, powiedzmy, 2010 roku, jest otagowane jako post-rock to ja już wiem czego się spodziewać.
Więc teraz ten post-rock znaczy… No właściwie kopiowanie Tides From Nebula. Trochę ubolewam, że ten gatunek zamknął się na eksperymenty.
AC: To tak jak to jest teraz z post-punkiem. Nazwa tego gatunku zmieniła znaczenie. Kiedy zespół mówi, że gra post-punk to nic to dla mnie nie znaczy.
ŁŚ: Za trzy tygodnie gracie na OFF Festivalu. Graliście kiedyś na imprezie o takiej skali?
MU: Chyba jedyne festiwale, jeśli można tak to nazwać, na którym do tej pory graliśmy to była Muzyczna Jesień i wrOFF (showcase), ale to nie to samo. To były weekendowe albo jednodniowe sprawy, ograniczone z reguły do jednego klubu. Więc można powiedzieć, że to będzie nasz festiwalowy debiut.
ŁŚ: Jak do tego w ogóle doszło?
MU: Napisali do nas. (śmiech) Nigdzie się nie zgłaszaliśmy, ani nic.
ŁŚ: To czego się w ogóle spodziewacie po OFFie?
MU: Na pewno cieszy nas slot czasowy, który dostaliśmy, bo mimo że gramy na najmniejszej scenie, to jednak o dwudziestej drugiej między Black Country, New Road a Flaming Lips, więc wiesz… super!
AC: Tak, ale forma i czas będą dla nas wyzwaniem. Będziemy mieli 30-35 minut na sam set. A takim naszym głównym założeniem, kiedy gramy koncert jest to, że my sobie lubimy te formy rozciągnąć i bawić się tymi piosenkami i dać sobie czas. Tu musimy to bardzo skondensować i skupić się na tym, żeby mimo wszystko trafić w sedno. Nie chcę powiedzieć, że zrobimy medley, bo to, to nie.
AS: Pewnie zagramy dwa-trzy utwory w te 35 minut, żeby one po prostu miały czas, żeby wybrzmieć, żeby to jakoś zaczęło grzać.
AC: To jest największe dla nas teraz wyzwanie.
ŁŚ: Będziecie pewnie zagłuszani przez Flaming Lips, którzy będą się soundcheckować tuż obok.
MU: Ale my gramy raczej głośno! (śmiech)
AC: Poniżej stu decybeli nie schodzimy. (śmiech)
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Kielichy zagrają na OFF Festivalu 7 sierpnia o 22:35.
Okładka wywiadu zawiera zdjęcie zespołu zrobione przez Darię Izworską.







