środa, 28 lutego 2018

Somali Yacht Club - The Sea (2018) EN


Somali Yacht Club is already a very well-known example of the more stone rock face of post-rock. The Lviv-based Ukrainians come back with their new album and new tour around Europe. and, more importantly, their form leaves nothing to wish for.

"The Sea" is a collection of long guitar compositions and every one of them has its own weight. Dense and smooth guitar backgrounds are met with heavy metal riffs and nobody should be surprised that they manage to combine the gloomy mood of post-rock and dusty paths of stoner rock so well. It's also really interesting in the text layer, as in the opening "Vero" in which the well over 10 minutes of music has only two lines of lyrics and it sounds absolutely great.

The next track, "Religion of Man" is probably the best one on the album. The guitar music here goes right up to the climax and the lyrics talking about passing by and the difficult quest to accept it fits perfectly to the band's heavy sound. And this is probably the most important track of the album since its title and the cover art go together with the message of "Religion of Man".

"The Sea" costs 7 USD.




Somali Yacht Club - The Sea (2018) PL


Somali Yacht Club to już dobrze znany przedstawiciel bardziej stone rockowej odmiany post-rocka. Ukraińcy ze Lwowa wracają w tym roku z nową płytą i nową trasą koncertową, również po Polsce. I najważniejsze, że nie stracili nic ze swojej formy.

"The Sea" to zbiór długich gitarowych kompozycji, z których każda ma swoją wagę. Gęste i gładkie gitarowe tła spotykają się tu z gracją z mocnymi, heavymetalowymi riffami i nikogo nie dziwi, że można tak połączyć ponurą atmosferę post-rocka i zakurzone ścieżki stoner rocka. Ciekawie jest też w warstwie tekstowej, jak np w otwierającym płytę "Vero", gdzie przy grubo ponad dziesięć minut muzyki wokalizowane są tylko dwie linijki tekstu. Ale za to jak.

Następny utwór, "Religion of Man" to chyba najlepszy kawałek tej płyty. Gitarowa muzyka jest tutaj majstersztykiem, a tekst o przemijaniu i ciężkim zadaniu pogodzenia się z losem pasuje idealnie do ciężkich dźwięków zespołu. I jest to chyba najważniejszy utwór na płycie bo jej tytuł jak i grafika na okładce współgrają z przesłaniem "RoM".

"The Sea" kosztuje 24 złote (7 USD).




wtorek, 27 lutego 2018

Discordense - 5 t. (2018) EN



French post-rock appears here on regular basis, recently because of the great album by Songes. This time it's new material from the band from "the mountains around Lyon" - Discordense. As they say, their music is part rock, part post-rock, part machines. This industrial approach fits the dark mood of "5 t.".

The Frenchmen's music offers a lot of uniqueness. First of all, while writing about themselves, they forgot to mention the spoken lyrics which, going together with quality post-rock music is not very common. It goes as well for the primal-sounding backing vocals in the great "parfois". And when you start to think that the whole album is going to emit this dark energy, there goes the well and long developing "sleepers" with a moody ambient-like start and intense finish backed up by samples with female voice.

"je les ai vus" sounds even more like a French hip-hop that get lost in a world of guitar music by mistake. My opinion is that it's one of the coolest genre blending in the genre. And if it's not someone's cup of tea, there's more classic post-rock in the last two songs "shelters" i "Scarlett"and they sound great too.

"5 t." can be yours for just 2 EUR.



Discordense - 5 t. (2018) PL



Francuski post-rock pojawia się tutaj regularnie, ostatnio ze znakomitym albumem Songes. Tym razem swój materiał prezentuje zespół "ze wzgórz wokół Lyonu" - Discordense. Jak sami piszą, ich muzyka to częściowo rock, post-rock i... maszyny. Takie industrialne podejście pasuje do mrocznej muzyki na "5 t.".

W muzyce Francuzów dużo jest oryginalności. Przede wszystkim w opisie samych siebie, artyści nie wymienili melorecytowanych tekstów, a tego w połączeniu z ciężkim, gitarowym granem nie ma za wiele w świecie. Podobnie jak brzmiących mocno pierwotnie chórków w znakomitym "parfois". I gdy wydaje się, że cała płyta ładować będzie mroczną energią, nadchodzi znakomicie rozwijający się "sleepers" z początkiem w duchu powolnego, nastrojowego ambientu, a końcem pełnym napięcia podsycanego samplami z kobiecym głosem.

"je les ai vus" brzmi jeszcze bardziej jak francuski hip-hop, który przypadkiem zapędził się do gitarowego grania. Moim zdaniem jest to jedno z ciekawszych połączeń post-rockowego świata. A jeśli komuś nie przypadnie do gustu to kolejne dwa kawałki, "shelters" i "Scarlett" to bardziej tradycyjni przedstawiciele gatunku.

"5 t." można mieć za 9 złotych (2 EUR).



poniedziałek, 26 lutego 2018

:WatchCamp: ./noise, Eveleen, Loather, Tambour, the silhouette of nude (2018) EN

./noise - świergot

Polish experiment by Karol Firmanty, two tracks - a lit up with birds' singing ambient in "ptaki" ("birds") and more mysterious and darker in "bebok" ("boogeyman"). Intriguing. And costs whatever you want to pay.




Eveleen - From Me To You

Solo project by Seta Respati from the Indonesian city of Magelang. Beautifully delicate neoclassic tracks that explode with, as the artist states it, noise after a while. Can be yours for whatever you want to pay.




Loather - †

Inspired by Jim Jarmush post-rock from Austria. Music full of darkness and tension with surprisingly beautiful vocals. Perhaps a new album soon? Two tracks for 2 EUR.




Tambour - Silhouettes

Another dose of the neoclassic beauty, this time created by an acclaimed Canadian multi-instrumentalist, Simon Piché-Castonguay. The track goes for 1.5 CAD.




the silhouette of nude - Jusen

Ridiculously loud and chaotic post-rock from Tokyo, awesome music. The two tracks can be yours for 4 EUR (500¥).



:WatchCamp: ./noise, Eveleen, Loather, Tambour, the silhouette of nude (2018) PL

./noise - świergot

Polski eksperyment Karola Firmantego, dwa utwory - rozświetlony ptasim świergotem ambient w "ptakach" i bardziej tajemniczy i mroczniejszy w "beboku". Intryguje. I kosztuje ile zdecydujesz się zapłacić.




Eveleen - From Me To You

Solowy projekt Sety Respatiego z Indonezyjskiego Magelangu. Przepięknie delikatne dwa neoklasyczne utwory, które po chwili wybuchają, jak sam artysta to nazywa, hałasem. Można je mieć za ile się chce.




Loather - †

Inspirowany Jimem Jarmushem post-rockowy zespół z Austrii. Muzyka pena mroku i napięcia z zaskakująco pięknym wokalem, być może nowa płyta? Dwa utwory za 9 złotych (2 EUR).




Tambour - Silhouettes

Kolejna dawka neoklasycznego piękna, tym razem w wykonaniu uznanego kanadyjskiego multiinstrumentalisty - Simona Piché-Castonguay'a. Kawałek do kupienia za 4 złote (1.5 CAD).




the silhouette of nude - Jusen

Szalenie głośny i chaotyczny post-rock z Tokyo, doskonała muzyka. Dwa utwory kosztują jednak aż 16 złotych (500¥).



piątek, 23 lutego 2018

Starhed. - Children (2017) EN


Starhed. is a project by Rhys Gabriel, Michigan-based artist and creator of a very, very atmospheric experiment published on an album called "Children".

It's not really drone, it's not really ambient and not exactly post-rock. Everything at once. The most important creation, two-pieces track "Julian" involves both droning guitar soundscapes and more traditional guitar post-rock evolving towards very much guitar riff ruling the composition by itself only to transform to a fully legit post-rock celebration in the second part.

The second part of the album doesn't lack other moody surprises - led by beautiful vocal (Jónsi, anyone?) and sacral atmosphere of "Rhys" and trumpets in "Aidan".

"Children" costs 4 USD.



Starhed. - Children (2017) PL


Starhed. to Rhys Gabriel, artysta z Michigan, twórca bardzo, bardzo nastrojowego eksperymentu wydanego na płycie "Children".

Nie jest to ani do końca drone ani do końca ambient ani też post-rock. Wszystkiego po trochę. Najważniejsze dzieło, dwuczęściowy utwór "Julian" ma w sobie i dronujące gitarowe soundscape'y i bardziej tradycyjny gitarowy post-rock ewoluujący w stronę prawdziwie gitarowego riffu zagarniającego dla siebie całą kompozycję by w części drugiej stać się pełnoprawnym post-rockowym misterium.

W drugiej części albumu nie brakuje kolejnych nastrojowych niespodzianek - na czele z pięknym wokalem (komus jeszcze przypomina Jónsiego?) i sakralną atmosferą w "Rhys" i instrumentami dętymi w "Aidan". 

"Children" kosztuje 14 złotych (4 USD).



czwartek, 22 lutego 2018

MVGRE - Punks De La Ola Oscura EP (2018) EN


The title of the EP means exactly "The punks of the darkwave" And it's basically enough to describe the music created by the Argentinian artist known as MVGRE.

All of the three not very long songs are drowned in the same atmosphere of nihilism and fascination of several decade old electronic music. Plus the dispersed vocal that brings this darkgazing flavour. Synth compositions tell the stories of fear of the future ("Paranoia is my shield I can't get rid of, let's leave the future in front of us" in "Dejemos El Futuro Atrás") and personality crisis ("How can I heal? How can I believe?" in "Porcelana Marcial"). 

The whole album has a lot of this non-professional coldwave's charm which makes this music honest and more reliable than other genres. And since it is an invocation about pain of existence, we should feel for the artist and treasure the emotions he put in his music.

"Punks De La Ola Oscura" EP can be your for anything you want to pay.



MVGRE - Punks De La Ola Oscura EP (2018) PL


Tytuł EPki projektu z Buenos Aires oznacza ni mniej ni więcej jak "punki darkwave'u". W zasadzie tyle wystarczy do opisu muzyki tworzonej przez Argentyńczyka znanego jako MVGRE. 

Wszystkie trzy niedługie utwory mają tę samą atmosferę nihilizmu łamanego przez fascynację mroczną elektroniką sprzed kilku dekad. Do tego rozproszony wokal dodający całości darkgaze'ującego posmaku. Synthowe kompozycje opowiadają o lęku przed przyszłością ("Paranoja to tarcza, której nie potrafię się pozbyć, zostawmy przyszłość przed nami" w "Dejemos El Futuro Atrás") i kryzysie osobowości ("W jaki sposób mogę się uleczyć? W jaki sposób mógłbym uwierzyć?" w "Porcelana Marcial"). 

Całość ma w sobie dużo uroku nieprofesjonalnej zimnej fali, takie, która jest bardziej szczera i wiarygodna od innych gatunków. A że całość jest o inwokacją o bólu istnienia, należy tylko współczuć autorowi i cieszyć się emocjami, które zawarł w muzyce.

EP-kę "Punks De La Ola Oscura" można mieć za płać-ile-chcesz.



środa, 21 lutego 2018

Crystal Canyon - Crystal Canyon (2018) EN


Crystal Canyon may have borrow a name from God Is An Astronaut's song (from their album "Moment of Stillness") but instead of moody post-rock, they play the catchiest and most rebellious shoegaze you can imagine. 

The whole debut album by the Portland based artists is one big garage concert - with the whole insensitivity and honesty of its sounds and energy pouring off of their music. Plus the airy voice of Lynda Mandolyn that makes Crystal Canyon's music more shoegaze than punk-rock.

The Americans' strongest side is authenticity. It is audible both in ravenous songs ("Silverday") and almost post-rock-drone compositions ("Sleeper"). They are not afraid of take a lively pop song and drown it in the omnipresent noise ("Permeate") either only to seduce the audience with long (for their standards) and extremely atmospheric "Only in a Daydream" and "Sometimes Summertime" after a while. Thanks to all of this, they sound as if they had started the band three decades ago.

"Crystal Canyon" can be yours for 8 USD.



Crystal Canyon - Crystal Canyon (2018) PL


Crystal Canyon być może pożyczyli nazwę od God Is An Astronaut (którzy nagrali "Crystal Canyon" na swoją płytę "A Moment Of Stillness") ale zamiast nastrojowego post-rocka grają najbardziej przebojowy i zaczepny shoegaze jaki można sobie wymarzyć.

Cała debiutancka płyta portlandczyków to jeden wielki koncert w garażu - z całą intensywnością i szczerością dźwięków oraz energią kipiącą z ich muzyki. A do tego eteryczny głos Lyndy Mandolyn, dzięki któremu muzyka Crystal Canyon to bardziej shoegaze niż punk-rock. 

Siłą Amerykanów jest autentyczność. Słychać to zarówno w drapieżnych kompozycjach ("Silverday") jak i w zasadzie post-rockowo dronowych pasażach ("Sleeper"). Nie boją się też wziąć radosną, popową piosenkę i zanurzyć ją we wszechobecnym noise'ie ("Permeate") by za chwilę zauroczyć publikę długimi jak na swoje standardy i niezwykle nastrojowymi "Only in a Daydream" i "Sometimes Summertime". Brzmią dzięki temu jakby zespół założyli dobre trzy dekady wcześniej.

"Crystal Canyon" może być Twoja za 27 złotych (8 USD).



wtorek, 20 lutego 2018

Кроль - Тьма (2017) EN


Darkness is not only a title of the new album by the Russian project called Кроль, darkness is something that pours out of every note of their dark dreampop music. Aided by a range of musicians duo Olga "Jorgan" Roshtchina - Carl "Valerius" Renstalbaldanken serves something between folk and electronic dreampop in a very unnerving shape.

Кроль's music is a mixture of Roshtchina's mesmerizing vocal and super interesting blending of guitars and electronic music. And there's also this dark, slow atmosphere generated by beats and guitar noise polluting the backgrounds. Great effect is also created by cooperation with another vocalist, Julya Nakaryakova in "Как хорошо, что ты не здесь" that shows how easy it is for the artists to make catchy music pieces. But, together with lyrics ("So good you are not here") and dark instrument sounds, it aligns with the atmosphere of the rest of the album.

Another well done trick was to base "Огонь в поле плевел", which sounds like a folk lamentation, on the sound of Chinese folk instrument called hulu. The second part of the album is generally more folk-ish and for some reasons this blending of folk and modern music sounds as if they were born to accompany each other.

"Тьма" kupić można za 24 złote (7 USD).



Кроль - Тьма (2017) PL


Mrok to nie tylko nazwa nowej płyty rosyjskiego projektu Кроль, mrok to coś, co wylewa się z każdej nuty tej dark dreampopowej muzyki. Wspomagany przez szereg muzyków duet Olga "Jorgan" Roszczina - Carl "Valerius" Renstalbaldanken serwuje coś pomiędzy folkiem a elektronicznym dreampopem w bardzo niepokojącej formie.

Muzyka Кроль to wypadkowa głębokiego, hipnotyzującego wokalu Roszcziny i bardzo ciekawej mieszaniny gitar i elektroniki. Do tego dochodzi mroczna, niespieszna atmosfera generowana przez miarowe bity i zanieczyszczające całość gitarowe tła. Znakomicie brzmi również współpraca z inną wokalistką, Julią Nakarjakową w "Как хорошо, что ты не здесь", który pokazuje łatwość komponowania przebojowych utworów muzyków formacji. Co z tego, skoro wraz z tekstem ("Jak dobrze, że cię tu nie ma") i mrocznym instrumentarium utwór wpasowuje się w atmosferę reszty albumu.

Kolejnym udanym posunięciem jest oparcie "Огонь в поле плевел", brzmiącego jak folkowy lament, na brzmieniu chińskiego ludowego instrumentu hulusi. W drugiej części płyty utwory generalnie mają bardziej folkowe zacięcie - i z jakichś powodów taka mieszanina muzyki ludowej i nowoczesnej brzmi jakby były one dla siebie stworzone.

"Тьма" kupić można za 24 złote (7 USD).



poniedziałek, 19 lutego 2018

dreamswell - Act 2 EP (2018) EN


As they picture themselves, dreamswell is a collaborate work by Philadelphia based artists who started to cooperate to "to hit hard, get muddy, and whisper lightly". This description itself plus a very doom-metal-like cover art show very well that dreamswell have chosen to play an interesting genre-blending music - doomgaze.

Characterised by grinding guitars and heart-trembling atmosphere of doom metal but also by melodic and subtle vocals taken from shoegaze. One of the most impossible mixtures, especially that the vocal is delicately female and the guitars are raw and overwhelming.

Act 2 is a continuation of the first part released half a year ago. And although it's only three tracks, the unique style of the band is tangible. "Naive" is very grinding, "Temporary" makes a massive ballad, just like the last song on the album - reaching the pinnacle of epicness, long "Buried". The latter only adds up the feeling of regrets that the end of the album comes so quickly.

Akt 2 is available for whatever you pay.



dreamswell - Act 2 EP (2018) PL


Jak sami mówią, dreamswell to kolaboracja filadelfijskich muzyków, którzy zaczęli współpracować by "dać czadu, ubłocić się i lekko poszeptać". Ten opis plus zdecydowanie doom metalowa okładka płyty pokazują najlepiej, że dreamswell wybrali do grania bardzo interesujący mariaż gatunków - doomgaze.

Charakteryzuje się on zgrzytliwymi gitarami i doprowadzającą do drżenia serca atmosferą doom metalu ale też melodyjnymi i łagodnymi wokalami shoegaze'u. Jedno z bardziej niewiarygodnych połączeń, zwłaszcza że wokal jest delikatnie kobiecy a gitary surowe i przytłaczające. 

Akt drugi to kontynuacja wydanej pół roku temu części pierwszej. I mimo, że to tylko trzy utwory, udaje im się pokazać unikalny styl zespołu. "Naive" jest bardzo zgrzytliwe, "Temporary" to masywna ballada podobnie jak wybijający się na wyżyny epickości, najdłuższy na płycie "Buried". Ten ostatni utwór potęguje tylko żal z powodu zdecydowanie zbyt szybko nadciągającego końca albumu.

Akt drugi można mieć za ile zdecydujesz się zapłacić.



piątek, 16 lutego 2018

REIGHNBEAU - FINGERTIPS (2018) EN


"All sounds by Bryce Hample" says the Bandcamp website of this project. Sometimes he gets aid by his "lovely friends" too. Those phrases fit perfectly the undoubted intimacy of REIGHNBEAU from New Mexico's music.

If you prefer to know hat instrument you are listening to at the moment, this is not an album for you. "FINGERTIPS" is ruled by a sea of sounds, homogeneous like a pudding and equally involving. Mesmerizing synths accompanied by delicately pulsating beats with distant and hidden vocals make a perfect recipe for an airy music trance. It is especially true in an impressively complex "BESIDE" (not to be confused with another song, "BEDSIDE") and in swarming with overlapping vocals "A WHOLE TO FILL".

"FINGERTIPS" costs 4 USD. 



REIGHNBEAU - FINGERTIPS (2018) PL


"Wszystkie dźwięki na tej płycie stworzył Bryce Hample" można przeczytać na bandcampowej stronie projektu. Czasem pomagali mu jednak "wspaniali przyjaciele". Te opisy wpisują się w niekwestionowaną intymność projektu REIGHNBEAU z Nowego Meksyku.

Jeśli lubisz wiedzieć jakiego instrumentu własnie słuchasz, ta płyta nie jest dla ciebie. Na "FINGERTIPS" króluje bowiem morze dźwięków, jednolite jak masa budyniowana ciasto i równie wciągająca. Hipnotyzujące synthy wspomagane delikatnie pulsującymi bitami z zasłoniętym daleko w tle wokalem to recepta na eteryczny muzyczny odlot. Krótka płyta Amerykanina znakomicie się do tego nadaje. A zwłaszcza fascynująco złożony "BESIDE" (nie mylić z "BEDSIDE") oraz rojący się od nakładających się na siebie wokalów "A WHOLE TO FILL".

"FINGERTIPS" kosztuje 14 złotych (4 USD). 



czwartek, 15 lutego 2018

Coma. - Agony | Hophek (2018) EN


A trio from Austria that can describe well what the Hell is to their audience. And the musicians of Coma. with a dot have a very clear idea about this because their "own personal hell" is humanity and when you hear about all the things happening all around the world, you can barely deny it. The Austrians scream out their opinions on this good as hell album - "Agony | Hophek".

It is opened by a great intro - "IXIIXI", that may not be metal as such but includes so much of uneasiness and horror that makes your spine chill. Obviously, a great work here do whispers and screams decorating the track. The next song brings the thing the musicians love - automatic rifle fast drums and aggressive guitars being a background for two kinds of vocals - raging, high-pitched screaming and demonic, deep growl.

You can hear despair and musical sob in every f the tracks, and even when in some places you can catch a glimpse of "clear" vocal, you can't get it as a normal thing. Even when in the middle of "Forsaken" the atmosphere is being calmed down by very moody keys, your normal state is hard to reach. The closest to peace is perhaps  "Sleepwalker V", a beautiful ballad with ominous whispers are far away and even when they finally take over the stage, the foreground is still occupied, perhaps surprisingly, by piano keys. Although you should rather say that during the whole album it belongs to the feeling of danger and desperation.

"Agony | Hophek" costs whatever you want to pay.



Coma. - Agony | Hophek (2018) PL


Trójka z Austrii, która potrafi przybliżyć każdemu słuchaczowi czym jest piekło. A muzycy Comy z kropką  mają bardzo konkretne zdanie na ten temat bo ich "własne osobiste piekło" to ludzkość i dowiadując się o kolejnych wydarzeniach na świecie nie da się nie przyznać temu racji. Austriacy wykrzykują swoje rację na piekielnie dobrej płycie "Agony | Hophek".

Płytę otwiera znakomite intro - "IXIIXI", które być może nie jest metalowe per se ale z pewnością ma w sobie tak dużo niepokoju i horroru, że powoduje prawdziwe ciary. Na pewno wydatnie przyczyniają się do tego szepty i krzyki upiększające cały utwór. Dopiero o kolejnego utworu znać w czym lubują się muzycy. Szybka jak karabin maszynowy perkusja i agresywne gitary są niejako tylko tłem dla dwóch rodzajów wokalu - wściekłego, wysokiego krzyku i demonicznego, głębokiego growlu.

W każdym z utworów usłyszeć można rozpacz i muzyczny szloch, nawet, gdy w kilku miejscach przebija się czysty wokal, nie sposób odebrać go normalnie. Nawet, gdy w środku "Forsaken" klimat starają się uspokoić bardzo klimatyczne klawisze, nie da się tak szybko wrócić do normalności. Najbliżej spokoju jest w "Sleepwalker V", przepięknej balladzie, w której złowrogie szepty czyhają tylko w tle, a gdy w końcu przejmują scenę to na pierwszym planie wciąż jest, dość niespodziewanie, pianino. Chociaż należałoby powiedzieć, że jest na nim, przez cały album poczucie zagrożenia i desperacja.

"Agony | Hophek" kosztuje ile chcesz zapłacić.



środa, 14 lutego 2018

Mala Herba - Mala Herba Demo (2017) EN


Zosia Hołubowska is not an anonymous person on the Polish off music stage (Wilcze Jagody I posted about in the fall) nor in the queer community. Last October, this time as Mala Herba, she released an album that is probably my favourite blend of Polish folk and electronic music (next to the legendary Grzegorz z Ciechowa). And it's only a demo.

The folk music is not a coincidence here, for the artist, it is a tribute "to her mom, her grandmothers, and their powerful female ancestors" and made for "witches, sluts, and trouble-makers". It has a lot of this mystical atmosphere so often attributed to the village shaman women who brewed love potions. And not to be forgotten - they were the most emancipated women of their times.

The album juxtaposes not only the powerful women of different times but also traditional folk music and a range of modern, more or less offstream genres. Apart from the with-like vocals, the album offers mesmerizing electronics ("Lament gets a heart from me here) and in some way cold-wave atmosphere as it's quite often that only a bassline accompanies the vocalist in minimalist compositions. And the lyrics? As in the big majority of folk songs, it's mostly about love. Rarely one with happy-ending (just listen closely to "Lament") but there's also a lot about folk myths ("Rusałki") or traditions ("Kupały"). For non Polish speakers, Hołubowska offers some explanations on her Bandcamp account.

Mala Herba's demo can be yours for 5 EUR.



Mala Herba - Mala Herba Demo (2017) PL


Zosia Hołubowska nie jest anonimową postacią na polskiej scenie offowej (Wilcze Jagody, znakomite m.in. na zeszłorocznym OFF Festivalu) i w środowisku queerowym. Jesienią, tym razem jako Mala Herba, wydała płytę, która jest prawdopodobnie moim ulubionym mariażem polskiego folku i muzyki elektronicznej (zaraz obok Grzegorza z Ciechowa). A przecież to dopiero demo.

Artystka za folkową muzykę zabrała się nie przez przypadek, płyta jest uhonorowaniem Jej "matki, babć i silnych przodkiń" a skierowany do "wiedźm, zołz i trudnych kobiet". Ma w sobie wiele z tego mistycznego uroku, którym otulane są w opowieściach wioskowe szamanki warzące napoje miłosne. No i nie można zapominać, że to one były najbardziej wyzwolonymi kobietami swoich czasów. 

Płyta kojarzy nie tylko silne kobiety czasów minionych i obecnych ale także tradycyjny folk i szereg współczesnych gatunków mniej lub bardziej offowej muzyki. Oprócz wiedźmowatych wokali, album bogaty jest w hipnotyzującą elektronikę ("Lament" dostaje ode mnie tutaj serduszko) i w pewien sposób zimnofalową atmosferę bo często to gitara basowa towarzyszy wokalistce w dość minimalistycznych aranżacjach.  A teksty? Tak jak w ogromnej większości folkowej twórczości są o miłości, Rzadko szczęśliwej (wystarczy wsłuchać się w "Lament") ale dużo jest też odwołań do ludowej mitologii ("Rusałki") czy tradycji ("Kupały").

Demo Mala Herby można mieć za 21 złotych (5 EUR).



wtorek, 13 lutego 2018

Blacanova - La Cabeza (2018) EN


My favourite Spanish band comes back with a new album. And that's great news as "La Cabeza" (or "The Head") is a worthy successor of "Blacanova" and "Regiones Devastadas". The Andalusians serve another dose of fantastically atmospheric dreampop sounding as it was born in the far North, not in the sunny Sevilla.

As we got accustomed to on the previous albums, "La Cabeza" offers dense shoegazing dreampop whose characteristic trait is the dialogic vocals - male and extremely airy female one. The songs are also not deprived of catchiness as the single "Una mujer venezolana" is singable from the very first moments. Other tracks fascinate with their mesmerizing guitars making the vocals sound as if they were taken out of dreams (check out the extremely oneiric "El ángel exterminador" for example).

The music and the vocals create a soothing mixture that is rarely disrupted by slightly more aggressive guitars (as in "El abismo"). it's clear that the Spaniards concentrated on continuing the sound from their previous albums, no wonder they recorded this album, just like "Regiones Devastadas" with Raúl Pérez. With the new album, Blacanova makes a powerful statement that they belong to Europe's shoegazing top league. 

"La Cabeza" costs 6 EUR.



Blacanova - La Cabeza (2018) PL


Mój ulubiony hiszpański zespół powraca z nową płytą. I całe szczęście bo "La Cabeza" (czyli "Głowa") jest godną następczynią "Blacanovy" i "Regiones Devastadas". Andaluzyjczycy po raz kolejny pokazują fantastycznie klimatyczny dreampop, który brzmi jakby narodził się na dalekiej północy a nie w słonecznej Sewilli.

Tak jak przyzwyczaili nas na poprzednich płytach, "La Cabeza" oferuje nam gęsty shoegaze'ujący dreampop, którego charakterystycznym punktem jest dialogowość wokali - męskiego i wyjątkowo eterycznego kobiecego. Piosenkom na płycie nie brakuje też przebojowego potencjału - singiel "Una mujer venezolana" wpada w ucho od pierwszych chwil. Inne natomiast zachwycają hipnotyzującymi gitarami, na których tle łagodne wokale brzmią jak wyjęte ze snów (sprawdźcie na przykład wyjątkowo oniryczny "El ángel exterminador").

Muzyka i wokale tworzą kojący miks z rzadka przerywany nieco bardziej drapieżnymi gitarami (jak w "El abismo"). Widać, że Hiszpanie stawiają na kontynuacje swojego brzmienia znanego fanom z poprzednich płyt, czego przejawem jest też fakt, że za miksowanie odpowiada, podobnie jak przy "Regiones Devastadas" - Raúl Pérez. Swoją nową płytą Blacanova potwierdza, że należy do najwyższej europejskiej ligi shoegaze'u.

"La Cabeza" kosztuje 26 złotych (6 EUR).



poniedziałek, 12 lutego 2018

Blanket Boys - Monday (2017) EN


Lisa and Joe Blankets create bedroom pop with a heavy accent on being drowned in a dreamy atmosphere. They do it so well that even as short an EP as "Monday" draws attention better than a morning coffee on Monday.

After the intro, the Americans from Ohio turn to the highest atmospheric gear very fast. Because the track entitled as the whole album is a hit without any doubts. Based on the dissonance between Lisa's dreamy vocal and Joe's neurotic one with a great melody and lyrics about, surprise surprise, love. "Bird on the Ground" focuses on this doleful murmuring while "Sidewalk Closed" makes one, catchy metaphor. Musically speaking, the band plays with calm electronic guitar and this is perhaps the only difference between them and the textbook acoustic folk. So, as a result, they came up with their own label - dreamy folk.

Great to listen to on a lazy morning.

"Monday" is available for whatever you pay.



Blanket Boys - Monday (2017) PL


Lisa i Joe Blanketowie tworzą bedroom pop z silnym akcentem na bycie pogrążonym w sennej atmosferze. Robią to na tyle skutecznie, że nawet tak krótka EP-ka jak "Monday" przykuwa uwagę skuteczniej niż poniedziałkowa poranna kawa.

Po intrze Amerykanie z Ohio wrzucają szybko wysoki atmosferyczny bieg. Bo tytułowy "Monday" to przebój pełną gębą. Bazujący na dysonansie między sennym wokalem Lisy i neurotycznym Joe'go plus znakomita melodia i tekst o miłości (bo jakżeby inaczej). "Bird on the Ground" skupia się na smętnym szemraniu pod nosem a "Sidewalk Closed" to z kolei jedna wielka wpadająca w ucho metafora.  Muzycznie przez całą płytę opierają się na spokojnie brzmiącej gitarze elektrycznej ale to jedyna różnica między nimi i dobrym akustycznym folkiem. Stąd też opisują swoją muzykę jako dreamy folk.

Świetny do słuchania leniwego ranka.

"Monday" można mieć za ile chcesz.



piątek, 9 lutego 2018

Seyfert - Boa Noite/Boa Sorte (2018) EN


Seyfert is a solo project of André Luiz, that evolved into a four-pieces band with Yasmin Cruz as a vocalist. The Brazilians have just released their album "Boa Noite/Boa Sorte" where they emit so much eclecticism that doesn't make the atmosphere of the album any less unique.

Diversity is what's the most characteristic for this album. It starts with a delicate neoclassic intro and if it made someone less vigilant, they can be really surprised when "Nomes e Datas" 's guitars suddenly hit. They are not very loud but surely are aggressive. Still though, they go down quite quickly and Seyfert's music becomes relaxing ("Pointeros") and even... electronically epic ("Transcurso").

Another surprise is the appearing of vocals in the second part of the album. Both the male one (in progressive rock-ish "Morfeu") and female (in the beautiful ballad "210117") fit well into the already established mood of the album. The real game changer though is the last track that lasts well over quarter and in which the band's eclecticism is closed within one track.

Two cherries on top appear in the Bandcamp's account of the group where you can download Mogwai's covers. And the Brazilians have great taste as they chose probably the most beautiful songs by the Scots, especially "Take Me Somewhere Nice".

"Boa Noite/Boa Sorte" is available for whatever you pay.



Seyfert - Boa Noite/Boa Sorte (2018) PL


Seyfert to solowy projekt André Luiz, który rozrósł się do czteroosobowego zespołu z Yasmin Cruz na wokalu. Brazylijczycy wydali właśnie płytę "Boa Noite/Boa Sorte", na której epatują eklektyzmem, który nie przeszkadza im jednak w generowaniu unikalnej atmosfery.

Ten album jest przede wszystkim bardzo zróżnicowany. Zaczyna się delikatnym neoklasycznym wstępem i jeśli ktoś spuścił przez to gardę może zostać znokautowany niespodziewanie gitarowym początkiem "Nomes e Datas". Gitary nie są specjalnie głośne ale z pewnością nie brakuje im drapieżności. Ta jednak wypala się dość szybko i muzyka Seyfert staje się bardziej refleksyjna ("Pointeros"), a w końcu nawet... elektronicznie epicka ("Transcurso").

Kolejną niespodzianką jest pojawienie się w drugiej części płyty wokalu. Zarówno ten męski (w progresywno rockowym "Morfeu") i kobiecy (w pięknej balladzie "210117") nie odstają od ustalonego wcześniej klimatu. Prawdziwym game changerem okazuje się jednak trwający grubo ponad kwadrans "Boa Sorte", który eklektyzm grupy zamyka w obrębie jednego utworu.

Dwiema wisienkami na klimatycznym torcie są dostępne na Bandcampie covery Mogwai. Żeby mało było ochów i achów, Brazylijczycy wybrali chyba najpiękniejsze utwory Szkotów z "Take Me Somewhere Nice" na czele.

"Boa Noite/Boa Sorte" można mieć za ile się chce.



czwartek, 8 lutego 2018

Noorvik - Noorvik (2018) PL


Ostatnio okazuje się, że Niemcy to prawdziwe zagłębie klimatycznego post-rocka. Wystarczy przypomnieć zeszłoroczne płyty Magma Waves czy MMTH. Na początku tego roku ich godnym kontynuatorem zostaje Noorvik i od razu jest kandydatem na post-rockową płytę roku.

Surowy i zatrważający gitarowy hałas to główna charakterystyka zespołu. Ich gitary brzmią naprawdę mocno, trafiając od razu do odrętwiałego z wrażenia mózgu. Mimo to słychać w muzyce zespołu i melodie i pomysły na prowadzenie poszczególnych kompozycji. Spotykają się w nich i młócące basy i kwieciste riffy i budujące atmosferę i napięcie tła.

Każdy utwór jest światem samym w sobie. Nie sposób ujednolicić i stwierdzić, że któryś jest spokojniejszy czy bardziej energetyczny od drugiego, wszystkie zmieniają się jak pogoda w górach, wszystkie dążą do instrumentalnego spełnienia. Poza instrumentami nie ma prawie żadnych innych efektów - jedynie w "Chugach" pojawiają się klimatyczne nagrania w spokojniejszym fragmencie.

"Noorvik" kosztuje tyle ile chcesz.



Noorvik - Noorvik (2018) EN


Recently it seems that Germany is the world's capital of atmospheric post-rock. Let's just mention yesterday's albums by Magma Waves and MMTH. At the beginning of this year, their loyal heir seems to be Noorvik whose new album is already a candidate for the post-rock album of 2018.

Raw and disquieting noise is their main characteristic. Their guitar sound really loud, going straight to the brain. and yet there are clearly audible melodies and ideas how to construct a song in their music. They are met with smashing bass lines, flamboyant riffs and atmosphere-building backgrounds.

Every one of the tracks is a world of its own. It's no way to make it homogeneous and say that one track is quieter or more energetic than another one. Everything changes just like weather in mountains, everything reaches to musical fulfillment. Even though there's not much apart from instruments themselves, just some moody recordings in the quieter parts of "Chugach".

"Noorvik" costs what you want.



środa, 7 lutego 2018

Trees Die Standing - Trees Die Standing (2018) EN


Trees Die Standing is... a second band of this name. This one gives us their music from the Asian part of Russia, from the Altai Krai. And it is well translated into sounds because the best what comes to my mind after listening to their heavy post-rock is "it smells with the raw beauty of Siberia".

It's audible throughout the whole album. Be it in the whispering guitars in the background sounding like wind flying through Russian desolated parts or in guitar riffs as sharp as Siberian winter in "January". No doubt the home are of the musicians had been a heavy influence on the band, it's enough to look at the song titles, especially "The Shining of a Snowy Desert".

Their music is quite diverse. The most interesting seems to be "XI" that develops slowly and without hurry to get to the wonderful finish or the last track on the album - "Trees Die Standing" attacking with a hurricane of moody sounds for the most of the time only to suddenly change. Very good, instrumental music here.

"Trees Die Standing" costs 5 USD.



Trees Die Standing - Trees Die Standing (2018) PL


Trees Die Standing to... drugi zespół o tej nazwie. Ten gra z dalekowschodniej części Rosji, z Ałtajskiego Kraju. I przekłada się to na muzykę bo najlepszy opis przychodzący na myśl przy słuchaniu ich ciężkiego post-rocka to "pachnie surowym pięknem Syberii".

Słychać to przez cały album. Czy to w szumiących w tle gitarach brzmiących jak wiejący przez rosyjskie pustkowia wiatr, czy to w gitarowych riffach ostrych jak syberyjski mróz w "January". Zresztą niewątpliwie okolice, z których pochodzą muzycy były ważną inspiracją. Wystarczy przestudiować tytuły utworów z "The Shining of a Snowy Desert" na czele.

Ich muzyka jest dość zróżnicowana. Najlepiej brzmi "XI", który rozwija się powoli i niespiesznie by doprowadzić do ładnego finału czy w kończącym płytę "Trees Die Standing" - przez większą część atakującym huraganem nastrojowych dźwięków by w 2/3 utworu zmienić się nie poznania. Bardzo dobre, instrumentalne granie.

"Trees Die Standing" kosztuje 17 złotych (5 USD).



wtorek, 6 lutego 2018

Twin Oaks - Living Rooms (2018) EN


If the Californian Twin Oaks makes you think of dense and loud shoegaze, you are right. But this time, Aaron Domingo and Lauren Brown released a short album showing what it would be like if they started playing moody acoustic folk. And the answer is: it'd be beautiful.

It all starts with an acoustic version of the last year's track "Collapse". Thanks to this one, we can explore even more layers of the airy beauty in Brown's vocal. Because apart from said vocals, this song involves only guitar and mysterious backgrounds hidden somewhere on the verge of being audible. But it doesn't mean the track is any less mesmerizing.

The following songs are even less shoegaze and more acoustic. And, oh boy, if everything they play sounded so fantastic and tear-jerking as "Distance Between" they could replace Tori Amos in the acoustic music throne. On the other hand, "Rumors" and its naturally sounding lyrics perfectly executed by Brown or the wonderfully finished "The River" (thrilllllling) don't lag behind much. Bedroom pop in its best.

"Living Room" costs whatever you can pay.



Twin Oaks - Living Rooms (2018) PL


Jeśli kalifornijskie Twin Oaks kojarzy Ci się z gęstym i głośnym shoegaze'em to masz rację. Tymczasem Aaron Domingo i Lauren Brown wydali krótką płytę pokazującą co by było, gdyby przerzucili się na klimatyczny akustyczny folk. A odpowiedź brzmi: byłoby pięknie.

Wszystko zaczyna się od akustycznej wersji zeszłorocznego przeboju "Collapse". Dzięki niemu możemy odkrywać kolejne pokłady eterycznego piękna w wokalu Brown. Bo poza nim i gitary są tu tylko zagadkowe, przyczajone tła gdzieś na granicy słyszalności. Utwór nie jest przez to jednak ani joty mniej hipnotyzujący.

Następne kawałki są jeszcze mniej shoegaze'owe a bardziej akustyczne. I, jejuniu, gdyby każdy ich kawałek brzmiał tak fantastycznie i był tak wzruszający jak "Distance Between" mogliby zluzować Tori Amos na tronie akustycznej damy. Z drugiej strony "Rumors" i jego naturalnie brzmiący tekst, perfekcyjnie wykonany przez Brown czy fenomenalnie zakończone "The River" (ciarrrry) niewiele ustępują najlepszemu na płycie "Distance...". Bedroom pop w najlepszym wykonaniu.

"Living Room" kosztuje tyle ile zapłacisz.



poniedziałek, 5 lutego 2018

WARM - WARM Pt. 2 (2018) EN


Don't be fooled by the winter picture, the New York based WARM is warm not only in its name. It's entanglement of guitar sounds and dispersed vocals that is as warm as your bed when you dream.

They kept us waiting quite long as "WARM Pt. 1" is already almost three year-old. And we got only a new EP but it's stil very much worth appreciating. Everything here is dreamily beautiful , everything is embroidered with this airy atmosphere we usually wake up from. This time you can turn on WARM's music and stay in dream as long as you want.

All of the four tracks on the album are kept in similar atmosphere but there is also something unique in each of them. "Stay" seduces with the finish when vocals are left by guitar sounds alone and they sound extremely sweet. "Home" is a super-warm song with lyrics filled with hope. "Hollow"  is built on a thick bass line which means that when the guitars hit the hit is even bigger. The track that differs the most is "Weak". It starts as a delicate ballad sounding much like Slowdive's music but it is soon devoured by hungry guitars. WARM rocks.

"WARM Pt. 2" costs whatever you want to pay.



WARM - WARM Pt. 2 (2018) PL


Niech zimowe zdjęcie nikogo nie zmyli, nowojorskie WARM ciepłe jest nie tylko z nazwy. To plątanina gitar i rozproszonych wokali ciepłych jak łóżko, gdy śnisz.

Długo kazali czekać na swój nowy materiał bo "WARM pt. 1" ma już prawie trzy lata. I dostaliśmy tylko EP-kę ale wciąż jest to warte uwagi. Wszystko jest tutaj sennie piękne, wszystko ma tę eteryczną atmosferę, z której na ogół się wybudzamy. Tym razem wystarczy włączyć muzykę WARM żeby znaleźć się we śnie na jak długo się chce.

Wszystkie cztery kawałki na płytce są utrzymane w podobnym klimacie, w każdym jednak znajduje się coś wyjątkowego. "Stay" urzeka finiszem, w którym opuszczone przez gitary wokale brzmią przez chwilę przesłodko , "Home" to bardzo ciepły i pełen nadziei tekst, "Hollow" zbudowany jest na bardzo grubym basie, dzięki któremu gitary, gdy już się pojawiają, brzmią jeszcze drapieżniej. Najbardziej różni się od nich finałowy "Weak" zaczynający się jak delikatna ballada w stylu Slowdive, szybko jednak zostaje połknięta przez nienasycone gitary. Odlot.

"WARM Pt. 2" kosztuje tyle ile zdecydujesz się zapłacić.