piątek, 31 marca 2017

Orchards - A Shallow Birth (2017) EN


Orchards is a band that, as they claim themselves, is stuck between 1994 and 2004 and blends the music of early Arcade Fire and some other infected with experimental music bands from US/Canada. And they create an uncanny atmosphere.

Gothic indie starts from, obviously, strings preparing us for the following unsettling compositions. "Grandfather" amazed me with keys in the background and surprisingly clear drums, but the main force in both, the first and next tracks, are strings that draw attention, set the not-too-fast pace, and create ridiculously dark atmosphere American gothic style. Also the songs' titles can hardly leave any doubt where we are - "The Vulture", "Black Lake", "New Horse". But the moody and dark climax is reached in "At Night" in which dark guitars and lamenting vocal sound as if taken from a good horror movie.

No wonder that on their Bandcamp website you can read that the album is "delving into the darkest depths of your soul".

"A Shallow Birth" costs 7 USD.


Orchards - A Shallow Birth (2017) PL


Orchards to zespół, który, jak sam przyznaje, utknął między latami 1994 a 2004 i łączy w swojej muzyce dorobek wczesnego Arcade Fire i jeszcze paru innych zarażonych eksperymentalnymi brzmieniami kapel amerykańsko-kanadyjskich. I ma niezwykły klimat.

Gotyckie indie zaczyna się od, oczywiście, smyczków przygotowujących do kolejnych niepokojących kompozycji. "Grandfather" zachwyca klawiszami w tle i zadziwiająco wyraźną perkusją, jednak w pierwszym jak i w następnych utworach to właśnie smyczki przyciągają uwagę, dyktują niespieszne tempo i tworzą absurdalnie mroczną atmosferę w stylu amerykańskiego gotyku. Także tytuły utworów nie pozostawiają niedomówień gdzie jesteśmy - Sęp, Czarne jezioro, Nowy koń. Nastrojowo niepokojące ekstremum płyta osiąga w "At Night", gdzie ciemne gitary i zawodzący głos brzmią jak z dobrego horroru.

Nic dziwnego, że na Bandcampie pod ich płytą przeczytać można, że "sięga do najmroczniejszych głębin twojej duszy".

"A Shallow Birth" kosztuje 28 złotych (7 USD).


czwartek, 30 marca 2017

nêhiyawak - EP (2017) EN


Music is fantastic. Alongside many obvious reasons supporting this claim, there is also a widely used one - about promoting less known cultures. nêhiyawak is a perfect example in favour of this cliche statement. Written as ᓀᐦᐃᔭᐊᐧᐠ, pronounced asneh-Hee-o-wuk (emphasis on 2nd syllable) and describing the Cree people, people of lowlands. It's made of three artists of indigenous decent - Kris Harper, Matthew Cardinal, and Marek Tyler and tells, obviously, stories about their history. It's really a shame they don't sing in Cree though.


The vocal of the band of Edmonton (or rather from amiskwacîwâskahikan) makes me think of Americana genre and artists like Decemberists but it's different musically. Rhythmical on one hand and moody and mystical on the other. It's because of guitar backgrounds and a pinch of electronics. In "Starlight" there are also epic drums and wonderfully enriched vocal. The compositions are created with grace, they're far away from pop-ish indie rock, definitely forcing to sacrifice a moment to listen into them.

The EP costs only 2 CAD.


nêhiyawak - EP (2017) PL


Muzyka jest fantastyczna, poza wieloma oczywistymi argumentami na poparcie tej tezy jest też taki, który mówi coś o promocji mało znanych kultur. nêhiyawak to genialny na to przykład, zapisywany jako ᓀᐦᐃᔭᐊᐧᐠ, wymawiany ne-Hi:-o-łuk (z akcentem na drugą sylabę) i oznaczający lud Cree, lud z nizin. Tworzy go trio artystów indiańskiego pochodzenia - Kris Harper, Matthew Cardinal, and Marek Tyler i opowiada, naturalnie, o swojej historii. Szkoda tylko, że śpiewają po angielsku, a nie w Cree.

Wokal trio z Edmonton (lub raczej z amiskwacîwâskahikan) przywodzi na myśl gatunki typu Americana czy zespoły takie jak Decemberists lecz muzycznie jest inaczej. Z jednej stronie rytmicznie, a z drugiej nastrojowo i mistycznie. Odpowiadają za to tła zagrane na przesterowanych gitarach i szczypta elektroniki. W "Starlight" dochodzą do tego epickie kotły i fantastycznie urozmaicony wokal. Kompozycje poprowadzone są z klasą, daleko im do popowych klimatów indie rocka, zdecydowanie bardziej zmusza do przysłuchania się i poświęcenia chwili.

EPka kosztuje 6 złotych (2 CAD).


środa, 29 marca 2017

Allan Hills - EP (2017) EN


Allan Hills, band from Poznań, is another example of the fact that there's more than enough good and loud post-rock in Poland. Music so wild and uncontrollable like Allan Hills in Antarctica that were inspiration for the band's name. Nothing makes a day better than a guitar blizzard in a background. But the hills are famous from the meteorite that is supposed to contain the proof for life on Mars. Space and post-rock are exceptionally compatible.

The first track, as the title suggest, really is colossal. It's ravishing guitars on one hand and atmosphere building backgrounds on the other, plus ever changing pace that makes it impossible to guess what awaits around next musical corner. "Halo" doesn't slow down a bit but the fastest as they get is "Beyond Boundaries" and it's hardly surprising. Coming out of the Earth's atmosphere requires massive speed. While listening to this track you can almost picture the huge engines of a rocket that is about to leave beyond boundaries starting one after the other. And in the end, "Explorer" comes back to the Antarctica I mentioned before and creates an interpretation of its ice cold landscape played rewritten to musical notes.

The EP is available for pay-what-you-want.



Allan Hills - EP (2017) PL


Allan Hills, zespół z Poznania, to kolejny przykład na to, że w Polsce nie brak dobrego i głośnego post-rocka. Muzyki tak dzikiej i nieokiełznanej jak Wzgórza Allena na Antarktydzie, od których zespół wziął nazwę. Nic tak nie upiększa dnia jak gitarowa zawieja w tle. Jednak wzgórza te znane są głównie dzięki meteorytowi mającemu być dowodem na istnienie życia na Marsie. Kosmos i post-rock współpracują wyjątkowo dobrze.

Pierwszy utwór, zgodnie z tytułem można uznać za kolosalnym. Z jednej strony porywające gitary, z drugiej tworzące atmosferę tła, a do tego zmieniające się tempo, przy którym nie ma się pojęcia, co czeka za następnym muzycznym rogiem. "Halo" nie zwalnia wcale tempa, szczyt prędkości płyta osiąga jednak w "Beyond Boundaries". Nic dziwnego, nie tak łatwo jest wyrwać się z ziemskiej atmosfery. Słuchając tego utworu czuć prawie kiedy zapalają się kolejne silniki rakiety mającej wydostać się poza wszelkie granice. W końcu "Explorer" powraca na wspomnianą już Antarktydę i całym sobą jest interpretacją jej lodowego krajobrazu przepisanego na muzyczne nuty.

EPka dostępna jest za płać-ile-chcesz.



wtorek, 28 marca 2017

±0 - ±0 (2017) EN


Enigmatic name, four artists called only by single letters (M, O, R and Z) and music so close to coldwave. The Czech ±0 is together with Local Blood my most interesting discovery within the genre this year. Especially that the Slavic mix lets me understand some parts of the lyrics. Sad ones.

And so the album starts with very monochromatic description of Letna, one of the city areas in Prague. Next track sounds even more nostalgic, talking about a place somewhere in the world where you want to settle down and "plant gardens". Next songs are about things like the sad city of  Žižkov, smoking cigarettes and being alone. Musically speaking there's everything you seek in this kind of music - clear bass line, raw guitars and vocal that is both lacking emotions and in some weird way expressing a lot. It's dark with the darkness of a big, concrete city, it's cold with the coldness of grey sky and it's raw.

S/T album is available for pay-what-you-want.


±0 - ±0 (2017) PL


Enigmatyczna nazwa, czwórka artystów przedstawiających się jedynie pojedynczymi literami (M, O, R i Z) i muzyka, której blisko do zimnej fali. Czeskie ±0 to obok Local Blood najciekawsze moje znalezisko w tym gatunku tego roku. Zwłaszcza, że słowiański misz-masz pozwala zrozumieć część tekstów. Smutnych.

I tak też zaczyna się płyta - od bardzo monochromatycznej deskrypcji jednej z praskich dzielnic - Letnej. Bardziej nostalgicznie wydaje się być w następnym utworze, o miejscu gdzieś tam w świecie, gdzie chciałoby się osiąść i "zasadzić sady". Dalsze utwory opowiadają między innymi o smutnym mieście Žižkov, kurzeniu cygaretów i byciu samemu. Muzycznie jest to, czego się w takiej muzyce szuka - wyrazista ścieżka basu, surowe gitary i ten wokal - jednocześnie wyprany z emocji i w jakiś dziwny sposób wiele ich przekazujący. Jest mroczno betonowym mrokiem dużego miasta, zimno zimnem szarego nieba i surowo. 

S/T płytę można mieć za płać-ile-chcesz.


poniedziałek, 27 marca 2017

Life on Venus - Encounters (2017) EN


Venus, the goddess of love. Is there life in her? This is the question the Russian Life On Venus seem to seek answer for. The Moscow based musicians chose their path to do so through the most emotional kind of shoegaze - they tell their stories with delicate vocals, catchy melodies and loud guitars.

The album swarms with emotions - those insanely hot and those slightly colder but still managing to warm up most of the cold mornings. It begins with more space-love metaphors in “Around the Sun” ("Infinite space, our ship has crashed/Around, around the sun we dash/Wake up, wake up, I'm calling you/To say I love you "). This cosmic atmosphere is even stronger with the pictures of night slowly transforming into day in the next two tracks but they all gravitate around the leitmotif of the album (and probably of life) - the domain of Venus. The band express their emotions in delicate, non-invasive way drowned in calming shoegaze. They are also not afraid to agree that love is the most unique and important of all the cliches as with the lovers certain that they are so special in "Clover Field" - "Noone will know the way we feel".

Subtle vocals, loud guitars and tons of love. Is there life on Venus? It seems that the shoegaze telescopes of the Russians allow to catch a glimpse of some.

"Encounters" is available for pay-what-you-want.



Life on Venus - Encounters (2017) PL


Wenus, bogini miłości. Czy istnieje w niej życie? Na to pytanie zdaje się szukać odpowiedzi rosyjski Life on Venus. Muzycy z Moskwy obrali sobie do tego drogę wiodącą przez najbardziej emocjonalnie nacechowany rodzaj shoegaze'u - opowiadają swoje historie łagodnymi wokalami, chwytliwymi melodiami i głośnymi gitarami.

Płyta kipi od emocji - tych gorących i tych trochę bardziej letnich, które jednak wciąż potrafią ogrzać w niejeden chłodny poranek. Zaczyna się od kolejnych metafor kosmiczno-miłosnych w "Around the Sun" ("Infinite space, our ship has crashed/Around, around the sun we dash/Wake up, wake up, I'm calling you/To say I love you "). Ten kosmiczny nastrój potęgują nawiązania do nocy zmieniającej się powoli w dzień w kolejnych utworach cały czas krążąc wokół leitmotywu płyty (a może i życia) - domeny Venus. Trzeba przyznać, że zespół przekazuje emocje w łagodny, nieinwazyjny sposób, utopiony w spokojnym shoegaze'ie. Nie boją się też potwierdzać, że miłość to najbardziej wyjątkowy i najważniejszy z banałów, jak u przekonanych o własnej wyjątkowości kochanków w "Clover Field" - "Noone will know the way we feel".

Subtelne wokale, głośne gitary i tony miłości. Czy istnieje życie na Wenus? Wydaje się, że przez shoegaze'owe teleskopy Rosjan można jakieś dostrzec.

"Encounters" można dostać za płać-ile-chcesz.



piątek, 24 marca 2017

Wolves Asleep - Angel's Crossing (2017) EN


Experimental lo-fi recorded in a bedroom, inspired by both The Beatles and Sigur Rós. Sounds good? It is.  Wolves Asleep, one man project from Tennessee, rich in melancholy and modest, sad catchiness.

"angel's crossing" is an acoustic shoegaze in which the wall of electric guitars is replaced by a delicate cardboard box wall of acoustic guitar. And it is a background for airy vocals having a lot, a lot lot, in common with Simon Phipps of Engineers. The whole thing sounds las if it was one gloomy song with amazing atmosphere triggering a massive sadness within the audience. For instance, there is a lot about dead friend who is either found in water (“in the lake”) or on a bedroom floor (“wash away”). If it’s not a metaphor of loss and loneliness then I don’t know what is.

The album is absorbing from the first to the very last sound. A real crossing angel.

"angel's crossing" costs 7 USD.



Wolves Asleep - Angel's Crossing (2017) PL


Eksperymentalny lo-fi nagrywany w sypialni, inspirowany i Beatlesami i Sigur Rós. Brzmi dobrze? Bo takie też jest. Wolves Asleep to jednoosobowy projekt z Tennessee, z którego muzyki bije melancholia i skromna, smutna przebojowość.

"angel's crossing" to akustyczny shoegaze,w którym ścianę elektrycznych gitar zastępuje delikatna kartonowa ścianka akustycznych dźwięków. A na jej tle wybrzmiewa eteryczny głos mający w sobie bardzo dużo z Simona Phippsa z Engineers. Bardzo dużo. Całość brzmi jak jeden, smutny utwór zachwycający atmosferą i zmuszający do markotnienia. Często pojawia się motyw martwej towarzyszki a to wyciągniętej z jeziora ("in the lake") a to leżącej na podłodze w pokoju ("wash away"). Jeśli to nie jest zawoalowany opis straty i samotności to nie wiem, co mogłoby nim być.

Płyta jest wciągająca i nie daje o sobie zapomnieć aż po ostatnie dźwięki. Prawdziwy przechadzający się anioł. 

"angel's crossing" kosztuje 30 złotych (7 USD).



czwartek, 23 marca 2017

George Will - Dawn (2017) EN


Phe-no-me-nal album was born in Latvia. Jurģis Narvils, guitarist of post-rocking Audrey Fall, stage name George Will has created the most beautiful and moody album that is also a soundtrack to the most beautiful movie you can imagine. Not much to add, you have to hear it.

Every title on the album has four letters. But there’s more things in common - first of all, wonderful atmosphere. The leitmotif is made from delicacy evolving into mystical noise. The first sounds of “Dawn” are beautiful keys and strings that after a while change into heavy guitars introduced by rhythmical like heartbeats drums. You can hear instantly in which moment of the song the sun finally rose and the gray dawn turned into warm day. I could hardly select the parts of the album that are especially worth listening to because the whole album intimidates with beauty. Like “Aeon” and its nervous pulse that ends up in total noise. Like raw “Rust”. Like epic “Iris”. Like my favourite “Rhea” that awes with almost everything. Impossible to choose. 

The thing is that if you are turned by strings, touched by keys and a guitar noise makes you ecstatic, George Will will serve you the best music. For long, lonely nights when you want to cry out of affection instead of sadness.

"Dawn" is available for 5 EUR.



George Will - Dawn (2017) PL


Fe-no-me-nal-na płyta nadeszła do nas z Inflant. Jurģis Narvils, gitarzysta łotewskich post-rockowego Audrey Fall, tworzący jako George Will stworzył najpiękniejszy nastrojowy album będący równocześnie soundtrackiem do najpiękniejszego filmu, jaki potraficie sobie wyobrazić. Nie ma co kryć, trzeba to usłyszeć.

Wszystkie utwory na płycie mają czteroliterowe tytuły. Ale łączy je coś więcej - niesamowity klimat. Motywem przewodnim jest delikatność ewoluująca powoli w stronę natchnionego hałasu. Pierwsze dźwięki "Dawn" to piękne klawisze i smyki w tle po chwili zmieniające się w gitarowe granie zapowiedziane przez rytmiczną jak uderzenia serca perkusję. Od razu słychać, w którym momencie utworu wzeszło słońce, a szary przedświt zamienił się w ciepły dzień. Ciężko wskazać piękniejsze momenty, bo cała płyta onieśmiela urodą. Jak "Aeon" i jego nerwowy puls zakończony prawdziwym zgiełkiem. Jak surowy "Rust". Jak epicki "Iris" Jak mój ulubiony kawałek "Rhea" zachwycający rozmachem. Nie da się wybrać.

Sprawa jest nadzwyczaj prosta - jeśli wzruszają cię smyki, nastrajają klawisze, a gitarowy hałas wprawia w ekstazę, George Will zaserwuje ci najlepszą muzykę. Na długie, samotne noce, gdy zamiast ze smutku chce się popłakać ze wzruszenia.

"Dawn" kupić można za 22 złote (5 EUR).



środa, 22 marca 2017

The Black Zebra - Nonsquare (2017) EN


To continue about black animals, today zebras. Not many species is so strongly connected to their colours as zebras, up to the point that a black zebra wouldn’t be consider a zebra at all. I’m not sure if it’s relevant but paradoxical it is. This zebra is the project by the Machado brothers of the beautiful Porto, who had an urge to create something tangible, something that could help them express themselves. From scratch and by themselves only.

From the very beginning, the album sounds dark and moody. You can hardly not imagine a dim stage with smoke everywhere and guitar sounds floating the hypnotized audience. From time to time we are being surprised by a rapid pacing up (“Destemido”) or almost happy sounds drastically changing into an unsettling composition with military recordings in the background (“Pandora”). And there is also “Children” with changing pace and surprising chanting in the middle. Good piece of solid, Portuguese post-rock.

"Nonsquare" costs 8 EUR.



The Black Zebra - Nonsquare (2017) PL


Kontynuując wątek czarnych zwierząt, tym razem zebry. Niewiele zwierząt jest tak bardzo kojarzone ze swoim ubarwieniem jak zebry. Do tego stopnia, że czarnej nikt by o bycie zebrą nie podejrzewał. Taki mały paradoks, sam nie wiem czy ma to w tym momencie znaczenie. Ta zebra to projekt braci Machado z pięknego Porto, którzy zapragnęli ze wspólnego muzykowania stworzyć coś namacalnego, coś, co wyrazi ich uczucia i powoli na ekspresję. A całość własnoręcznie i od zera.

Od samego początku płyta sprawia wrażenie mrocznej i nastrojowej. Nie da się nie wyobrażać ciemnej, przydymionej sceny, z której dobiegają gitarowe dźwięki sprawiające, że ludzie słuchają zahipnotyzowani. Od czasu do czasu zaskakiwani jesteśmy na przykład nagłym przyspieszeniem ("Destemido") lub niemal pogodnymi dźwiękami zamieniejącymi się stopniowo w niepokojącą kompozycję z militarnie brzmiącym nagraniem w tle ("Pandora"). Świetnie w końcu brzmi "Children" ze zmiennym tempem i zaskakującymi zaśpiewami. Kawał solidnego, portugalskiego post-rocku.

"Nonsquare" kosztuje 35 złotych (8 EUR).



wtorek, 21 marca 2017

Les Cygnes Noirs - UN (2017) EN


Les Cygnes Noirs, black swans, suits ŁŚ perfectly but not only because of the name. The band is magnificent in combining very different genres and in the end plays a post-rocking cabaret. Sounds as if Regina Spektor got very scared and started to listen to 65daysofstatic and play their covers. Plus lyrics I don’t understand as me and French treat each other with a dose of suspicion but it is clearly an important part of the compositions. I am not sure but it’s an academic guess.

The songs are played on heavy sounding piano and rhythmical drums which is the factor that changes perspective. A “normal” project with a lady behind a piano turns into something more, something deeper. And the lady mentioned has a low, poignant voice the sound of which suggests that the things sung are important and uncanny.

The album opens with a long “Dans tes pas” that is less cabaret and more post-rock track that is completely by chance played on piano keys. They are worth close listening to. Polish listeners can find “Le tren” interesting as its fragments sound like “Lewiwa” by Patrick the Pan but it also end abruptly as if the vocalist was chased by some musical demons. All the tunes by the French duo  are pleasant to your ears. My attention was drawn to “Léo” - everyone that hears it will know why and “Pour toi” transforming into something between dark cabaret and military song. Not to mention the last track that is a typical post-rock song with a record of a monologue in a background. Like the whole album - amazes with ambiguity.

"UN" costs 8 EUR.



Les Cygnes Noirs - UN (2017) PL


Les Cygnes Noirs, czarne łabędzie, pasują jak ulał do ŁŚ nie tylko ze względu na nazwę. Zespół we wspaniały sposób łączy bardzo różne gatunki i w sumie gra post-rockowy kabaret. Brzmi jak Regina Spektor, która najadła się strachu i zaczęła słuchać 65daysofstatic i grać ich covery A do tego teksty, których nie rozumiem bo francuski traktuję z nieufnością ale z pewnością są ważnym elementem kompozycji. Nie wiem ale to akademicki strzał.

Utwory zagrane są na ciężko brzmiące pianino i rytmiczną perkusję i to chyba ona zmienia perspektywę. Z "normalnego" projektu z panią siedzącą za pianinem zmienia się w coś więcej, coś głębiej. A do tego rzeczona pani ma niski, przejmujący głos, który samą barwą sugeruje, że śpiewane są słowa ważne i niebanalne.

Płytę otwiera długi "Dans Tes Pas" będący mniej kabaretowym, a bardziej post-rockowym kawałkiem, który przypadkiem jedynie zagrany został na pianinie. Warto wsłuchać się w te klawisze. Polscy słuchacze zainteresować się mogą "Le Tren", którego fragmenty brzmią jak szybka wersja "Lewiwy" Patrick the Pan, a który kończy się gwałtownie i szybko jakby w wokalistkę wstąpiły nagle muzyczne demony. Ucho wyłapuje z przyjemnością kolejne nuty grane przez francuski duet. Uwagę przykuwa "Léo" - każdy, kto ją usłyszy, będzie wiedział dlaczego oraz "Pour Toi" zamieniejące się stopniowo w coś pomiędzy czarnym kabaretem a pieśnią wojskową i z powrotem. Nie mówiąc już o ostatnim utworze, który jest typowym post-rockowym trackiem wykorzystującym nagrany monolog. Jak cała płyta - zachwyca wieloznacznością.

"UN" kosztuje kosztuje 35 złotych (8 EUR).



poniedziałek, 20 marca 2017

:WatchCamp: Blankenberge, DanbyDanny, Forest Swords, Sorority Boy, Waking Aida EN

WatchCamp =  Overview of singles and demos that make us wait for more.

Blankenberge - We - Unbelievably dense and moody shoegaze straight from St. Petersburg.  :facebook:



DanbyDanny - 영장류 - Sublime dreampop from South Korea.



Forest Swords - The Highes Flood - A single by Liverpool based avant-garde post-rocker. :facebook:



Sorority Boy - Friends/Enemies - Great lo-fi from Virginia that makes you hum. :facebook:



Waking Aida - Shoal - Light post-rock with exciting vocals. :facebook:


:WatchCamp: Blankenberge, DanbyDanny, Forest Swords, Sorority Boy, Waking Aida PL

WatchCamp =  Przegląd singli i demówek w oczekiwaniu na więcej materiału.

Blankenberge - We - Niesamowicie gęsty i duszny shoegaze z Petersburga :facebook:



DanbyDanny - 영장류 - Wysublimowany dreampop z Korei Południowej



Forest Swords - The Highes Flood - Singiel liverpoolskiego awantgardowego post-rockowca. :facebook:



Sorority Boy - Friends/Enemies - Świetny, zmuszający do podśpiewywania lo-fi z Wirginii :facebook:



Waking Aida - Shoal - Lekki post-rock z ekscytującym wokalem :facebook:


czwartek, 16 marca 2017

Sky Flying By - Miscellany (2017) EN


As the title suggests. "Miscelany" is a compilation of miscellaneous tracks that had been collected by the post-rockers from Sky Flying By for some time. They mention that the album "was a long time in the making only no one, including Sky Flying By, knew it". It's a collection of never finished, unpublished tracks that deserved a second life. And they had just got it.

Into seduces from the very beginning with guitar backgrounds and pleasant keys and in a moment they are joined by almost disco-like rhythm that adds to it weirdness. Delicate keys combined with dark backgrounds make a leitmotif that comes and goes throughout the album. Also in the great "Laura" in which the band shows how fast they can be but also moody at the same time.

"The Last Place You Looked" offers a sudden change of mood. It starts with background keys that sound like raindrops on a window glass and with infecting with peace backgrounds. Louder sounds come back in "Left Unfinished" but only for a moment because the last two songs are nearly ambient peaceful guitar hum.

The band has its own unique style which makes the tracks coherent although created in different time periods. They match in an odd way because some force to dance while other almost lull you to sleep.

The album costs 7 USD.


Sky Flying By - Miscellany (2017) PL


Zgodnie z tytułem płyty, "Miscelany" to zbiór różności, nagromadzony przez postrockowców z Bostonu przez długi czas. Jak sami piszą, "płyta powstawał od lat, chociaż nikt, nawet zespół, o tym nie wiedział". Jest to zestaw nigdy niedokończonych, nieopublikowanych  kawałków, które jednak zasługiwały na drugie życie. I właśnie je dostały. 

Intro uwodzi od razu klimatem gitarowego tła i przyjemnych klawiszy, a w pewnym momencie dołącza do nich niemal dyskotekowy rytm dodający całości niesamowitości. Zresztą delikatne klawisze zestawione z mrocznymi tłami to motyw przewijający się przez cały album, również w znakomitej "Laurze", w której zespół imponuje szybkim tempem i nietracącym na nim wcale klimatem.

"The Last Place You Looked" oferuje nagłą zmianę klimatu. Zaczyna się kapiącymi jak krople deszczu na szybę klawiszami i zarażającymi spokojem falami dźwięku w tle. Głośniejsze dźwięki wracają na "Left Unfinished" ale tylko na chwilę, bo ostatnie dwa utwory to ocierający się o ambient spokojny gitarowy szmer.

Zespół ma własny styl, przez co utwory, nawet mimo, że powstawały w różnych okresach, nie różnią się od siebie klimatem. Pasują do siebie w przedziwny sposób, bo niektóre zmuszają do podrygów, a inne niemal usypiają spokojem.

Płyta kosztuje niecałe 30 złotych (7 USD).


środa, 15 marca 2017

Huszar - Los Nuevos Absolutos : Acto Segundo (2017) EN



Huszar, one-man project from Buenos Aires is one of the most depressive things I've heard recently. And one of the most involving. The Argentinian advertises his album saying "the path finishes where it started, the blind followed the path of the deaf, there was nothing". How not to smile? There is only three songs in the album but it doesn't mean anything, it still lasts almost 45 minutes. Three quarters that don't feel too long even for a moment. They are a graceful (probably not the best word) combination of electronic flow and heavy guitars.

The very first track shows what the album is capable of. It begins with lively electronic soundscape that sounds as if watched fro windows of a speeding train. The impression is even stronger with fast, metal-like drums forcing listeners' blood to speed up and eventually with other metal elements - aggressive guitars and dramatic vocal. The latter sounds as if it belongs to a caged animal living behind a few walls so you can't be really sure if you didn't dream them up. And if anybody wonders, he sings about black auroras.

Next two tracks just confirm it. Again, there is an unsettling symbolism that both suits the metal music aesthetics and draws attention with being original. The second song is about a coral moon, the third one about astral wrath. All of them strikes listeners with their power and speed.

The album is available for "pay-what-you-want".



Huszar - Los Nuevos Absolutos : Acto Segundo (2017) PL



Huszar, jednoosobowy projekt z boskiego Buenos to jedna z bardziej depresyjnych rzeczy, które ostatnio słyszałem. A jednocześnie wciągających. Argentyńczyk swoją nową płytę reklamuje zdaniem "ścieżka skończyła się dokładnie tam, gdzie się zaczęła, ślepy podążał szlakiem głuchego, nie było niczego". Jak tu się nie uśmiechnąć? Płyta to trzy utwory ale niech ich liczba was nie zwiedzie, całość wciąż ma prawie 45 minut. Trzy kwadranse, które nie dłużą się ani przez chwilę. Są zgrabnym (chociaż to może nie jest najlepsze słowo) połączeniem elektronicznego flowu i ciężkiego gitarowego grania.

Pierwszy utwór pokazuje już na co stać cały album. Zaczyna się od żwawego elektronicznego soundscape'u, który brzmi jakby był oglądany z okien pędzącego pociągu. Wrażenie potęguje potem szybka, praktycznie metalowa perkusja zmuszająca puls do gwałtownego przyspieszenia, a w końcu też kolejne metalowe elementy - agresywnie głośne gitary i dramatyczny wokal. Ten ostatni brzmi jak krzyki dręczonego zwierzęcia dobiegające gdzieś zza ścian, tak że nie wiadomo czy przypadkiem się nam nie przyśniły. A gdyby ktoś się zastanawiał to śpiewa o czarnych zorzach.

Dwa kolejne utwory tylko to potwierdzają. Znów pojawia się podobna niepokojąca symbolika, która jednocześni wpisuje się w metalową estetykę jak i zaciekawia oryginalnością. Drugi utwór jest o księżycu barwy koralu, trzeci o gwiezdnym gniewie. Wszystkie razem porażają swoją siłą i szybkością.

Płyta dostępna jest za "płać-ile-chcesz".



wtorek, 14 marca 2017

HoneyHead - Beyond (2017) EN


A mysterious band from Russian Voronezh invites us to their new album, "Beyond". And it's full of real noise and catchy melodies. No doubt, a real shoegaze.

In their loud noise pop, the Russians are clearly inspired by their American and older genremates and, honestly, you can't reckon from listening that they come from Western Russia, not California. The catchiness is on a good level, especially the first two songs draw attention of a listener - "Silver Light" and "There Are No Feelings in the Space" with its great chorus played with a real wall of guitars.

"To the Sea" and "Escape" are more about their atmosphere with moody guitars and airy vocals. So we have one album with two different faces of shoegaze - the catchy and loud and the moody and loud. One can hardly decide which one HoneyHead play better.

The album is available for "pay-what-you-want".



HoneyHead - Beyond (2017) PL


Tajemniczy zespół z rosyjskiego Woroneża zaprasza na swoją nową płytę, "Beyond". A ta jest pełna prawdziwego hałasu i przebojowych melodii. Wypisz wymaluj, prawdziwego shoegaze'u.

W swoim głośnym noise popie, Rosjanie wyraźnie inspirują się swoimi amerykańskimi starszymi kolegami i szczerze mówiąc nie słychać specjalnie, że pochodzą z zachodniej Rosji, a nie z Kalifornii. Przebojowością nie ustępują nikomu, uwagę zwracają przede wszystkim dwa pierwsze utwory - "Silver Light" i wpadający w ucho refrenem zagranym na tle prawdziwej ściany gitar "There Are No Feelings in the Space".

"To the Sea" i "Escape" to już bardziej atmosfera, w której główną rolę odgrywają nastrojowe gitary, a eteryczny głos wokalistki tylko podnosi jej poziom. Mamy więc na jednej, krótkiej płycie, dwa oblicza shoegaze'u - przebojowy i głośny oraz melancholijny i głośny. Ciężko wskazać, który bardziej się HoneyHead udał.

Płyta dostępna jest za "płać-ile-chcesz".



poniedziałek, 13 marca 2017

Green Horizon - 沉睡 (2017) EN


Green Horizon is a nickname of Taiwanese Ku Fang Yu, who "even if tired of sleeping, can sleep". Sounds like definition of a dreampop artist. Even the title of the album means basically "Sleeping".

The album is an oneiric walk through sad dreams of a delicate girl. It's peaceful like an old, well-established feeling of hopelessness that makes every failure treated with just a shrug. First of all though, like always and everywhere, it's about broken love. "The sad dreams will last / The sunshine is fading / While you’re coming into my mind" sings Ku Fang Yu in "The Sad Dreams Will Last".  Sometimes even so hopeless statements can't be argued with.

Especially when they are sung with a delicate, quiet voice accompanied by peaceful keys and ambient backgrounds. Green Horizon is a great example of how to use ambient pop to make people fall in love with your sadness. Also the artist's Instagram is worth checking to dive into an exotic routine from the other half of the world.

"沉睡" is available for "pay-what-you-want".



Green Horizon - 沉睡 (2017) PL


Green Horizon to pseudonim Tajwanki Ku Fang Yu, która "nawet jeśli jest zmęczona spaniem potrafi dalej spać". Brzmi jak definicja dreampopowej artystki. Zresztą tytuł jej nowego albumu oznacza właśnie "śpiąc". 

Płyta to oniryczny spacer po smutnych snach delikatnej dziewczyny. Jest on spokojny jak z dawna ugruntowane poczucie beznadziei, przez które kolejne życiowe porażki kwitowane są tylko wzruszeniem ramion. Przede wszystkim jednak, jak zawsze i wszędzie, chodzi o niespełnioną miłość. "The sad dreams will last / The sunshine is fading / While you’re coming into my mind" śpiewa Ku Fang Yu w "The Sad Dreams Will Last". Czasem nawet z tak beznadziejnie ostatecznymi stwierdzeniami trudno się nie zgodzić. 

Zwłaszcza, gdy śpiewane są łagodnym, cichym głosem z akompaniamentem spokojnych klawiszy i ambientowych teł. Green Horizon to fantastyczny przykład na to jak wykorzystać ambient pop żeby zakochać innych w swoim smutku. Warto też spojrzeć na Instagram artystki żeby zanurzyć się nieco w egzotyczną codzienność z drugiej półkuli świata.

"沉睡" można mieć w ofercie "płać-ile-chcesz".



piątek, 10 marca 2017

Oxy - Oxy EP (2017) EN


"Nobody left the 80." claim Oxy and consistently make it clear to everybody with their music. The Brasil-based band is inspired among others by DIIV and Beach House but adds a lot of their own, not only graphic, psychedelia.

Instead of utilizing the shoegaze wall of guitars, Oxy play dense, psychedelic noise on the surface of which sometimes appear odd riffs sounding like My Bloody Valentine being speed up fairly well. And it's a canvas for Sary Cândido's vocal that is pleasantly clear when needed and lost in noise in other instances. Compositions are lively and catchy but they also emanate difficult to define melancholy, especially in "Mad".

The band claims that they are "trying to be shoegazer", I beg to differ, they are better than just "trying". I hope for more than only three tracks.

The EP can be bought for 5 USD.



Oxy - Oxy EP (2017) PL


"Wszyscy wciąż jesteśmy w latach 80." twierdzi Oxy i konsekwentnie uświadamia to wszystkim swoją muzyką. Zespół z Brazylii inspiruje się między innymi DIIV i Beach House ale dodaje do tego sporo, nie tylko graficznej, psychodelii. 

Zamiast stawiać na przygniatającą ścianę gitar, Oxy grają gęsty, psychodeliczny noise, w którym co jakiś czas na powierzchnię wypływają przedziwne riffy brzmiące jak przyspieszone aranżacje My Bloody Valentine. A na tym tle pojawia się wokal Sary Cândido przepięknie wyraźny, gdy trzeba i gubiący się w hałasie pod koniec kompozycji. Te są żywe i przebojowe, a mimo to emanują trudną do zidentyfikowania melancholią - jak na przykład w "Mad". 

Zespół pisze, że "próbuje grać shoegaze", moim zdaniem idzie im to dużo lepiej niż tylko "próbowanie". Mam nadzieję, że wnet pokażą więcej niż tylko trzy kawałki.

EPkę można mieć za 20 złotych (5 USD).



czwartek, 9 marca 2017

WHΛLESFLY - DETHRONEMENT (2017) EN


I usually avoid projects tagged as "which house" because this way of killing music conventions is not my cup of poison. But WHΛLESFLY is different. It's a solid dose of anxiety if not fear. Not only does its name refer to a plague of suicides in Russia but also the music itself brings a lot of weird feelings. But I can't deny that it's really good.

It is just riveting with it's massiveness. Shoegaze vocals combined with energetic and indeed riveting electronic sounds that even when seemingly ending can surprise and speed up even more in the least likely moment (just like in "WILL BE..."). And it is really good at playing on the listener's feelings with melodic and at the same time cold keys only to heat up instantly with loud beats. It's no music to dance to but rather to experience true rapture deep inside. And to feel some fear at a dark night.

And it's full of surprises, especially with amazing cover at the very end of the album.

"DETHRONEMENT" is available for 6 USD.



WHΛLESFLY - DETHRONEMENT (2017) PL


Na ogół omijam twory firmowane tagiem "with house" szerokim łukiem, bo tego typu zabijanie konwencji muzycznej mi nie pasuje. Jednak WHΛLESFLY jest inny. Jest to spora dawka niepokoju, jeśli nie powiedzieć przerażenia. Nie dość, że rosyjski projekt nawiązuje nazwą i tytułami utworów do plagi samobójstw na wschodzie, to również sama muzyka budzi najdziwniejsze odczucia. Ale trzeba przyznać, że jest bardzo dobra.

Zwyczajnie porywa swoim rozmachem. Shoegaze'owe wokale łączą się z energetyczną i właśnie porywającą elektroniką, która nawet, gdy wydaje się kończyć, potrafi zaskoczyć i w najmniej spodziewanym momencie wrzucić wyższy bieg (jak w "WILL BE..."). A do tego znakomicie gra na emocjach melodyjnymi i jednocześnie bardzo zimnymi klawiszami by po chwili rozgrzać rytmicznymi beatami. Nie jest to muzyka do tańca ale już do wewnętrznych uniesień tak. No i żeby się trochę przestraszyć ciemną nocą.

A do tego zaskakuje, zwłaszcza zupełnie niespodziewanym coverem w ostatnim utworze.

"DETHRONEMENT" kosztuje 25 złotych (6 USD).



środa, 8 marca 2017

How To Disappear Completely - Void Vision (2017) EN


The better one from at least two bands called like Thom Yorke's song comes from Poland and plays one of the darkest music you can imagine. It's hardly surprising for a band whose leitmotif is about disappearing.

"Void Vision" is a result of one-night-long recording session. And it's precisely night that is suggested to be the time when the album sounds best. And according to the band, it has to be played loud and on headphones. And probably while sinking into the night avoiding lights of orange and blue streetlamps. The album is full of unsettling sounds that, however, melt down in moody ambient. I can't really agree with the title, this vision is not void, it depends on what one seeks in music. I find a lot here and I'll have it in my ears at nights.

The band has just released yet another album, "Reunion", that really has to be listened to as well.

"Void Vision" costs 3,99 USD.


How To Disappear Completely - Void Vision (2017) PL


Lepszy z co najmniej dwóch zespołów nazwanych jak piosenka Thoma Yorke'a jest z Polski i gra jedną z najmroczniejszych rzeczy, jaką można sobie wyobrazić. Trudno się temu dziwić, jeśli za motyw przewodni bierze się zdanie o znikaniu.

"Void Vision" to efekt sesji nagraniowej, która trwała jedną noc. I własnie noc jest porą, w której tej muzyki należy słuchać. Jak podkreśla zespół - głośno i na słuchawkach. A najpewniej zagłębiając się w nią i unikając pomarańczowo-niebieskich latarni. Na płycie jest dużo niepokojących dźwięków, które jednak rozpływają się w nastrojowym ambiencie. Nie mogę się zgodzić by ta wizja, jak chce tytuł płyty, była tak bardzo "pusta", zależy czego szuka się w muzyce. Ja w tej widzę bardzo dużo i będę ją miał nocami na uszach.

Zespół wydał właśnie kolejny album, "Reunion", który także należy usłyszeć.

"Void Vision" kosztuje 16 złotych (3,99 USD).


wtorek, 7 marca 2017

King Woman - Created in the Image of Suffering (2017) EN


King Woman makes one of this year's hottest full length debuts, so good they're on Bandcamp and could end up here as well. The Californians name tag themselves as doom rock and that's no coincidence - heavy sounds of stoner guitars can hit so hard. But there's also Kristina Esfandiari's vocal that makes the whole thing sound shoegaze-y (or rather darkgaze-y).

"Create in the Image of Suffering" begins with an intro followed by the album's hit because that's the way to call "Utopia". But the album keeps your attention til the very end. The combination of tough music and airy vocal (but the vocalist can also show some claws, like in "Shame") with dark atmosphere doesn't leave you indifferent. Bandcamp's website says that they are some kind of unbelievable concoction of Black Sabbath and Mazzy Star and that's so very true.

"Create in the Image of Suffering" costs 9,99 USD.



King Woman - Created in the Image of Suffering (2017) PL


King Woman to jeden z najgorętszych długogrających debiutów tego roku, jak dobrze, że znalazł się też na Bandcampie i mógł trafić też tutaj. Kalifornijczycy określają się jako doom rock i nie ma w tym przypadku, ciężka atmosfera i stonerowe gitary potrafią wgnieść w ziemię. Ale z drugiej strony pojawia się też wokal Kristiny Esfandiari, który nadaje całości shoegaze'owego (a raczej mocno darkgaze'owego) sznytu.

"Create in the Image of Suffering" zaczyna się intrem i od razu największym swoim przebojem, bo tak należy określić "Utopię". Jednak album wciąga do samego końca. To połączenie twardej muzyki i eterycznego wokalu (chociaż, wokalistka też potrafi pokazać, na co ją stać (np. w "Shame")) a także mrocznej atmosfery nie daje przejść obok siebie obojętnie. Na stronie Bandcampu porównywani są do Black Sabbath w przedziwny sposób stopionego z Mazzy Star i jest to porównanie niezwykle zasadne. 

"Create in the Image of Suffering" kosztuje 40 złotych (9,99 USD).



poniedziałek, 6 marca 2017

North Arch Rising - 1/3(c) (2017) EN


North Arch Rising, solo project by Chris Harrington of Essex, is a combination of piano keys haunted by post-rock atmosphere and mystic aura. From the project's name and the general idea up to the music itself, everything suggests that there's much more to it than just sounds.

"1/3(c)" is the third part of a trilogy ornamented with the same graphics and name and it crowns the whole, over two hours long whole. Harrington's music is mysterious and seductive. It combines compositions played on piano with ambient backgrounds and good dose of drums. Some of the tracks are some kind of introductions to another ones that, like e.g. "≈" leave strong impression of being both complex and full of dense ambiance. 

NAR's music has a lot of cinematic pathos, it's not surprising that some of them were used in documentaries made by BBC. I would love to see "1/3(c)" being played during a long time lapsed shot somewhere cold and dark where there is snow under your feet and auroras over your head.

"1/3(c)" costs 5 GBP.



North Arch Rising - 1/3(c) (2017) PL


North Arch Rising, solowy projekt Chrisa Harringtona z Essex, to wariacja na temat klawiszy pianina opętanych post-rockowym klimatem i aurą mistycyzmu. Począwszy od nazwy przez pomysł na projekt po muzykę - wszystko skłania do refleksji, czy za tymi dźwiękami nie kryje się coś dużo, dużo większego.

"1/3(c)" to trzecia część tryptyku zdobionego tą sama nazwą i grafiką wieńcząca ponad dwugodzinną całość. Muzyka proponowana przez Harringtona jest tajemnicza i uwodzicielska. Łączy w sobie kompozycje na pianino z ambientowym tłem i solidną dawką perkusji. Część utworów to muzyczne pejzaże przygrywające reszcie, która, jak m.in. "≈" robi spore wrażenie dojrzałością i nastrojem.

Muzyka NAR ma w sobie dużo filmowego rozmachu, nic dziwnego, że kilka z jego utworów wykorzystywane były w dokumentach BBC. Jeśli chodzi o "1/3(c)" to widziałbym ją w time-lapsowym ujęciu z jakiegoś mroźnego i mrocznego miejsca, gdzie pod nogami leży śnieg, a nad głowami tańczą zorze.

"1/3(c)" kosztuje 25 złotych (5 GBP).



sobota, 4 marca 2017

:ŁŚ Magazine: Natural Darkness - an interview with Veenstra


Veenstra, a band from South America that sounds like one of the amazing Icelandic collectives creating thick music with many layers. Unbelievable sound. I had a pleasure of talking with them and asking about them being so dark in the country of the carnival, about Ana, the main character of their newest album and what she found out about her life, and about their concert tour in Amazonia. Obrigado Lorenzo and co.!


ŁŚ: First, the name. The Internet knows some people of this surname - Johanna Veenstra, the missionary, Johan Veenstra, the poet. Are you named after one of them? Or is it something even deeper?

V: We never did proper research on the name Veenstra, and maybe we should've. Back in 2011, Lorenzo and a friend began writing film scripts together and agreed on signing them under a single name, a pen-name. She came up with François Veenstra. Later that year, Lorenzo recorded a few songs and asked her to use the name for the project.

You describe your music as “sounds of forest, city, sea and beyond”. Is that where you get your inspirations from? What does it mean to you? And what lies “beyond”?

That phrase rests there in our description since the early days. It was, in the beginning, very literal. The first three albums were each largely influenced by and had their concepts orbiting around, respectively, the sea, the forest and the city. Our recent work does not literally relate to those this, but our lives immensely do. "Beyond" us and the music is the listener, which is the one who ignites and populates this world, makes it hers/his and chooses how to perceive it.

Phil Elverum
What about your musical inspirations? What bands did/do influence Veenstra so you make such a good music?

Foremost, The Microphones / Mount Eerie (the work of Phil Elverum) in the early releases. I have no clue as to how he does it exactly, but through his music he told me that I didn't need any expensive equipment, just the will to have it done, and that's invaluable. As more members joined, individual influences were mixed in and a more complex sound was put together. Some guitar parts conjure the alien ambience from groups such as The Antlers. We also explored experimental mixing techniques and vocal harmonies influenced by Sufjan Stevens.

Your music is thick of mystical atmosphere, the one that I would rather connote with Scandinavian countries music. Brazil is for many people the country of samba and carnival. How is it you make so “northern” music there? Do you actually see it this way or is it just my European point of view?

In Brasil we are constantly bombarded with North-American/European music and many of us end up having, for most of the time, little value for what is produced in our backyard. Even when we do take notice of real Brazilian music, our ears are very used to foreign sounds - and this shows in our compositions. On the other hand, on our last trip through deeper parts of Brasil, we began having more contact with our own culture, and so we think that from now on our sound may end up having less of that European flavor and being more consonant with our surroundings.

Map of the Limbo
“Map of the Limbo” is already your fourth album if I count it right. But the previous ones were released over three years ago and they were supposed to create a trilogy. Is “Map of the Limbo” a continuation or more like a new beginning for Veenstra?

It’s both. It still carries several themes and scenarios that are similar to those on the previous albums, but, for the project, it’s a completely new beginning. On "Map of the Limbo" we worked collectively for almost three years, rehearsing, recording and producing it by ourselves, as opposed to Lorenzo alone in his bedroom for a few weeks. The only thing Lorenzo did by himself were the lyrics and the first general concept for the album. We feel that this is actually Veenstra’s first album, as it makes more sense now that it functions as a group rather than a solo project.

The album tells the story of one person. Or does it? Can you tell us who is Ana?

Ana is someone who is unable to accept that life is not simple, thus she’s always running, feeling that she needs to first find her "true self" and have all the answers before being let out into the world. Those answers do not exist here but are said to exist somewhere else, so she leaves. She then explores this new world, which is chaotic and boundless, at times beautiful and others violent.



What’s the lesson here? Do you really think there’s nothing like the map of limbo? People really have to trust their choices? Their paths?

Lorenzo: Like all other Veenstra stories, the characters are modeled after a period in my life, so I’m criticizing myself. I was once like Ana, someone who thought of human relations as a huge drain, that the way the world is made it bound to fail, that the answers were somewhere else. I’m only able to write about it because I’ve lived through and came out of it.

The atmosphere on your album is unbelievably dense - a bit dark, a bit sad, a bit epic. How do you create it? Is it something that comes naturally? 

It comes naturally and is a byproduct of the time. When creating this album we resonated, as a group, in dark, slow, building atmospheres, even if individually we weren't like that. Also, we carefully crafted the songs so the narrative and music talk to each other. Since the narrative is dense, epic and at times kind of horrifying, we had to deal with that when composing the “soundtrack”.

The band in Plácido de Castro
You have told me that you’d just had a turnee round “remote areas” of Brazil. Can you tell something more about it? My imagination’s running wild I must admit but you didn’t have gigs in Amazonia, right? Or?

We played in Rio Branco and participated on an ayahuasca ritual with the Huni Kuî tribe in Plácido de Castro, both in the state of Acre; and also played Porto Velho and Ariquemes, in the state of Rondônia. Both of these states are considered part of Amazonia. Other than that, we played in Cuiabá and Campo Grande, both near the Pantanal, the largest wetland in the world. As for the experience, we found that touring these less obvious places was the best decision we’ve made as a band. It made us grow immensely (as a group and as individuals) and instigated us to keep supporting our culture and people.

You can read more about "Map of the Limbo" here. Don't forget to check out the band's Facebook and Bandcamp!