sobota, 31 grudnia 2016

Blushing - Tether (2017) EN


Apparently the end of a year should involve some rocking. Well then, why not say farewell to the 2016 with a hit? The first hit of the next year - a debut album by Texas-based Blushing. And to be more exact, with the opening track of the EP - "Teteher", a song I hum for a week now.

Blushing have everything to become something in the rocking world of shoegaze - a suitable guitar temper, catchy melodies and sweet and airy voice of Christina Carmona. And even a great and fitting name - if you check the link to their Bandcamp it says "weareblushing", are they blushing after an ecstatic concert or because of they are introvert artists, like true shoegazers should be? I'd bet on both answers to be true.

"Tether" was recorded in Bad Wolf Recordings, Austin, the EP costs $4.


Blushing - Tether (2017) PL


Zakończenie roku musi podobno być przebojowe. No nic, czemu by nie pożegnać 2016 z przytupem? A najlepiej pierwszym przebojem przyszłego roku - debiutem Teksańczyków z Blushing. A dokładniej tytułowym i otwierającym epkę "Tether", którego nie przestaję nucić od tygodnia. 

Blushing mają wszystko żeby zaistnieć w świecie przebojowego shoegaze'u - odpowiedni gitarowy temperament, chwytliwe melodie i słodko-eteryczny głos Christiny Carmony na wokalu. A nawet wspaniale dobraną i sugestywną nazwę - jeśli spojrzycie na link do Bandcampu brzmi on "we are blushing" - "jesteśmy Blushing" tudzież "rumienimy się". Czy rumienią się po ekstatycznym koncercie czy dlatego, że są introwertycznymi artystami jak na shoegazerów przystało? Obstawiam, że obie odpowiedzi są poprawne.

"Tether" was recorded in Bad Wolf Recordings, Austin, the EP costs $4.


piątek, 30 grudnia 2016

Fields of Grief - Fields of Grief (2016) EN


After walking on cat paths and under the stars, we got to real fields of ashes. Fields of Grey is a drone-ish project radiating both melancholy and minimalism. It's a music that feels like walking on bone-dry grass blades, it's powdery like ash between your fingers and peaceful like slow dying.

"Fields of Grief" is a collection of "raw and unpolished" material from 2013-15 but it makes a coherent composition of touching ambient. If you want something to listen to when working, don't go even close to FoG. It's more like soundtrack of depression. You've been warned.

"Fields of Grief" costs only 1 EUR.


Fields of Grief - Fields of Grief (2016) PL


Po kocich ścieżkach i wędrówce pod gwiazdami zachodzimy na koniec na prawdziwe pola żalu. Fields of Grief to dronujący projekt rażący melancholią i minimalizmem. Ta muzyka jest jak spacer po suchych źdźbłach trawy, sypka jak popiół między palcami i spokojna jak powolne umieranie.

"Fields of Grief" to kolekcja "surowego i niewygładzonego" materiału z lat 2013-15. Całość tworzy jednak spójną kompozycję przejmującego ambientu. Jeśli szukasz czegoś do puszczenia w tle przy pracy, omijaj FoG szerokim łukiem. To jest raczej ścieżka dźwiękowa depresji. Włączać na własną odpowiedzialność.

"Fields of Grief" kosztuje niecałe 5 złotych (1 EUR).


środa, 28 grudnia 2016

Stars As Lights - Constellations (2016) EN


The next stop among Finnish music as a nighttime stop. Stars as Lights is a project "aiming to be the background music for beautiful moments" as Lauri Paavolainen, who is a person behind this cosmic name, writes on SaL FB. Among his inspirations we can find the whole spectre of post-rock from Hammock to The American Dollar and now you can be sure that it is not just *some* soundtrack for your life.

The very first sounds of the first track sound like shimmering stars explaining the name of the project. If the ambient backgrounds and guitar moments are the dark firmament of the sky, the sounds of piano make the stars shining on the path beneath our feet. Only sometimes the idle trance we are introduced to by SoL is broken. Like in "Guided Through Flames" in which, as could be guessed, we are being disturbed by a sudden change of pace and more guitar music. And even some airy vocals.

The whole thing makes an album about navigation through moments and years. Star constellations can be your maps and paths always lead to the one and only person. It's impossible to get lost then, right?

"Constellations" is available for 3 EUR.


Stars As Lights - Constellations (2016) PL


Kolejny przystanek wśród fińskiej muzyki jest przystankiem nocnym. Stars as Lights to projekt, który "stworzony jest by być podkładem muzycznym dla wspaniałych chwil" jak pisze kryjący się za tą kosmiczną nazwą Lauri Paavolainen na Facebooku. A że wśród inspiracji wymienia całe spektrum post-rockowego grania od Hammock po The American Dollar to można być pewnym, że to nie byle jaki soundtrack dla życia.

Pierwsze dźwięki pierwszego utworu brzmią jak migające gwiazdy i tym samym wyjaśniają nazwę projektu. Jeśli ambientowe tła i gitarowe momenty są ciemnym firmamentem nieba to pianino, na którym opiera się cały album to właśnie gwiazdy oświetlające ścieżkę pod naszymi stopami. Tylko okazjonalnie wyrywani jesteśmy z łagodnego transu, w jaki wprawia nas SaL. Na przykład w "Guided Through Flames", gdzie, jak nie trudno się domyśleć po tytule, niepokojeni jesteśmy nagłą zmianą tempa i bardziej gitarowym graniem. Oraz eterycznymi zaśpiewami.

Całość jest płytą o nawigacji pośród momentów i lat. Gwiezdne konstelacje mogą być mapami, a ścieżki wiodą zawsze do tej jednej jedynej osoby. Nie da się więc zgubić, prawda?

"Constellations" dostać można już za 13 złotych (3 EUR).


poniedziałek, 26 grudnia 2016

Cats Of Transnistria - Divine (2016) EN


It's still Christmas time, let us then listen to some music from the most Christmas country where the lights are shining in the streets as early as in October - in Finland. First, something about cats. Cats of Transnistria is "a slow and deep duo from Helsinki". They create long, mesmerizing pieces showing how much they don't want to hurry to express their emotions. They also call their music "doom pop" which is very suitable. Because in their songs, just like for example in the opening Let It Happen This Way, pop-folk melodies and romantic backing vocals meet coarse post-rock backgrounds that makes you understand that not everything is in order. Or actually perhaps it is, in music, just like in life, it can't be too beautiful and sweet.

Henna Emilia Hietamäki sings about very delicate and personal things - about trust, about separation and about love (lovers are coming and going/are you here and are you mine?" - Feel the Divine). But together with the unsettling sounds of guitar (by Tuomas Alatalo) sounding like winter wind gain some extra layer - a universal context. Because it is not only my pain, we all go through things like this and we all feel such emotions. Its worth feeling them together with the Helsinki based band.

If anyone still has doubts what exactly is a cat or where Transnistria lies - CoT provide the information on their FB account in a very reliable way. We can also read that, as the band's friends report, cats were not spotted in Transnistria.

"Divine" was released by Soliti Records, the album costs 6 EUR.


Cats Of Transnistria - Divine (2016) PL


Jeszcze są święta, zobaczmy więc czego słucha się w najbardziej świątecznym kraju, gdzie światełka na ulicach jaśnieją już od października - w Finlandii. Najpierw rzecz o kotach. Cats of Transnistria to "wolny i głęboki duet z Helsinek". Tworzą długie, hipnotyzujące kompozycje, w których dają do zrozumienia jak bardzo nie spieszą się z przekazywaniem swoich emocji. Gdzie indziej piszą o swojej muzyce "doom pop", co nie jest bez racji. Bo, jak na przykład w otwierającym płytę "Let It Happen This Way" pop-folkowe melodie i chórki spotykają chropowatą post-rockową w tle, która daje znać, że nie wszystko jest tak jak być powinno. A raczej jest jak powinno bo w muzyce jak i w życiu nie może być za ładnie.

Henna Emilia Hietamäki śpiewa o bardzo delikatnych i osobistych rzeczach, o zaufaniu, o rozstaniu, o miłości ("kochankowie przychodzą i odchodzą/ jesteś tutaj? jesteś mój?" - Feel the Divine). Jednak w połączeniu z dźwiękami gitary Tuomasa Alatalo niepokojącymi niczym szum zimowego wiatru nocą zyskują coś jeszcze - uniwersalny kontekst. To nie tylko mój ból, wszyscy przechodzimy przez takie rzeczy i wszyscy czujemy takie emocje. Warto poczuć je razem z helsińskim zespołem.

Jeśli ktoś ma jeszcze wątpliwości czym są koty albo gdzie leży Naddniestrze to CoT w bardzo merytoryczny sposób wyjaśniają te kwestie na swoim FB. Możemy się też dowiedzieć, że jak donoszą znajomi zespołu, kotów w Naddniestrzu specjalnie nie stwierdzono.

"Divine" wydało Soliti Records, album kosztuje 27 złotych (6 EUR).


piątek, 23 grudnia 2016

Lord Bendtner - Lord Bendtner (2016) PL


Lord Bendtner to dla mnie jedna z największych niespodzianek końca roku. Wydający w słowackiej wytwórni Z Tapes specjalizującej się w lo-fi'owej muzyce pościelowej artysta nagrał płytę, która jest dla mnie zupełnym zaprzeczeniem lo-fi.

"Lo-fi z wysokimi oczekiwaniami" napisał o swojej muzyce na Facebooku. Ja dodałbym więcej, muzyka LB jest doskonale zaplanowana, bogata w detale i niezwykle urzekająca. Wszystko - od instrumentów przez efekty po wokale i chórki zgrane są ze sobą idealnie i zmuszają do zachwytu nad poziomem skomplikowania tego "lo-fi'u". A do tego utwory artysty są bardzo chwytliwe - chyba najbardziej otwierający krążek "Carefully" z fenomenalnymi klawiszami. Ale na płycie jest też kilka innych perełek - jak choćby wyróżniający się "zepsutym" wokalem "Spider Clouds" czy super chaotyczny "Chéri".

Nie sposób nie skomentować nazwy projektu. "Lord Bendtner" to szydercze miano nadane duńskiemu piłkarzowi Niklasowi Bendtnerowi, który zasłynął tym, że poza słabą głównie formą prezentuje wysoką pewność siebie i samouwielbienie. I tym, że był w związku z należącą do duńskiej rodziny królewskiej Caroline Luel Brockdorff. Tymczasem muzyczny Lord na Bandcampie obrał sobie motto "dreaming of Bergkamp, bending it like Bendtner". To się nazywa skromność - nie wiem jak z jego umiejętnościami piłkarskimi ale jeśli chodzi o poziom muzyki to może mierzyć zdecydowanie wyżej niż Duńczyk, a nawet niż Holenderska legenda Arsenalu.

Płyta na Bandcampie dostępna jest już za free.


Lord Bendtner - Lord Bendtner (2016) EN


Lord Bendtner is one of my biggest surprises of this ending year. Publishing in Slovakian Z Tapes that specializes in lo-fi bedroom pop the artist recorded an album that for me denies everything I thought about lo-fi.

"Lo-fi with high aspirations" wrote about his music on his FB. I would like to add more, LB's music is perfectly planned, full of detail and absolutely charming. Everything, from the instruments, through various effects up to vocal and backing vocals match perfectly and force to awe over the level of complexity of this "lo-fi". But what is more, the songs are veeeery catchy - with the opening "Carefully" with great keys being the catchiest. There is more gems on the album, first of all "Spider Clouds" with "broken" vocals and super chaotic "Chéri".

I could hardly leave the project's name with no comment. "Lord Bendtner" is mocking title of Danish football player Niklas Bendtner who is famous for being rather poor sportsman with great ego. And that he was going out with Caroline Luel Brockdorff, a member of Danish royal family. Meanwhile, the musical Lord Bendtner chose a phrase "dreaming of Bergkamp, bending it like Bendtner" as his Bandcamp motto. This is some modesty! I'm not sure about his football skills but musically speaking he can definitely aim higher than the Dane and probably even higher than the Arsenal legend.

And the album is for free (but you should pay what you can).


środa, 21 grudnia 2016

in violet - amber (2016) EN


One of the best albums of this year. And definitely also leading the most suitable album titles of 2016. In violet's music is a guitar-electronic amber - dense and beautiful like honey but also filled with sorrow, like a real amber that can be a death trap for some poor insects.

"in violet is a musical project marrying the worlds of the experimental with the conventional" as they describe themselves on Bandcamp but there is not that much of the traditional. Maybe the vocals which sometimes sound like they could go as well with an acoustic guitar and come-hither looks of female fans. There is more of the weird.

Hearts move with the beats, soul jiggling with the lyrics. You can feel it from the very first sounds of the album but after a short softening in "Salome" it reaches peak around "amber" that sounds like a disco for people with broken hearts - dark but also hot, sensual and full of emotions. But it's not the end, it's merely the beginning. The waves of music go on until the climax in "Poseidon Weeps" after which it turns into drone-like "Sagazan". What about the lyrics? It is a strange mixture of mythological references with very personal existential conclusions. A peculiar mixture, just like the whole music by in violet. One word to sum it up - delirium. 

"amber" is available for 5 GBP.


in violet - amber (2016) PL


Jedna z lepszych płyt tego roku. A zdecydowanie lideruje też w rankingu na najtrafniejszy tytuł albumu. Muzyka in violet jest jak gitarowo-elektroniczny bursztyn, gęsty i piękny jak miód ale też zawierający w sobie cierpienie, jak prawdziwy jantar będący pułapką i grobowcem dla pechowych owadów.

"in violet to projekt muzyczny łączący świat eksperymentu ze światem konwencji" piszą o sobie na Bandcampie ale tradycyjnego nie ma aż tak dużo. Może wokal, który miejscami brzmi jakby mógł iść doskonale w parze z gitarą i powłóczystymi spojrzeniami fanek. Więcej jest dziwnego.

Od basów rusza się serce, od tekstów podryguje dusza. Czuć to już od pierwszych chwil płyty ale po chwilowym złagodnieniu w nastrojowej przez moment "Salome" apogeum osiąga chyba tytułowym "amber", który brzmi jak dyskoteka dla ludzi z pękniętymi sercami, mroczna ale też gorąca od emocji i zmysłowa. A to wcale nie koniec, to ledwie początek. Fala muzyki przetacza się aż do "Poseidon Weeps", gdzie szczytuje by gwałtownie zamienić się w obfitujące w drone'owe tła "Sagazan". A o czym opowiada? Jak widać, tytuły pełne są odwołań do mitologii, która ożeniona jest z bardzo prywatnymi wnioskami na tematy egzystencji. Przedziwna kompozycja, jak zresztą cała muzyka in violet, którą podsumować można chyba tylko słowem "szał".

"amber" można mieć za 27 złotych (5 GBP).


poniedziałek, 19 grudnia 2016

The Seismic Waves - Distorted Vision (2016) EN


Have you ever wondered about music underground of Mongolia? About the alternative stage of Ulaanbaatar? About shoegaze played by the heirs of Genghis khan? Most certainly. But I hadn't. I did, however, come across a great reason to do it. The reason is the Mongolian capital city-based The Seismic Waves.

They describe themselves as a blending of post-punk/shoegaze/indie pop/surf pop/post-rock, they sound like dreampopers who brought to their gig too many guitars. The vocal and the music sounds of warm, bedroom notes but the whole thing lies in a shadow of out-of-tune guitars waiting somewhere close. And they catch up already in the second track ("Next, please"). However, the band is at its top playing the most... catchy song - "Cosmic Lover", in which a long intro doesn't prepare us for a thrilling, though delicate melody. This song has a great flow, where every instrument fits and knows its role and creates background that could go on endlessly if it was up to me. The diversity of the album is underlined by the next track - "Slowly" in which distorted vocals and rough guitars make the band one of the best shoegaze groups I heard this year.

We should keep our fingers crossed for TSW's music to spread like real seismic waves far further than just the Middle Asia.

“Distorted Vision” is available for free on Bandcamp.

The Seismic Waves - Distorted Vision (2016) PL


Zastanawialiście się kiedyś nad muzycznym undergroundem Mongolii? Nad alternatywną sceną Ułan Bator? Nad shoegaze’em potomków Czyngis-chana? Z pewnością. Ja nie, ale trafiłem na genialny przykład, że byłoby warto - zespół ze stolicy Mongolii - The Seismic Waves. 

Przedstawiają się jako mieszanka post-punk/shoegazing/indie pop/surf pop/post-rock, a brzmią jak dreampopowcy, którzy wzięli na koncert za dużo gitar. W wokalu i w muzyce słychać ciepłe, pościelowe nuty, ale nad całością dominuje cień rozstrojonych gitar czyhających gdzieś obok, które dopadają już w drugim utworze (“Next, please”). Najlepiej wypadają jednak w najbardziej… przebojowym utworze - “Cosmic Lover”, w którym długie intro zupełnie nie przygotowuje na porywającą, chociaż delikatną melodię. Ta piosenka ma niesamowity flow, w którym każdy instrument jest na swoim miejscu i tworzy tło, które mogłoby ciągnąć się w nieskończoność. Różnorodność płyty podkreśla też następny kawałek, “Slowly”, gdzie rozproszony głos wokalisty i szarpiące gitary sprawiają, że to jeden z lepszych shoegaze'owych grup, jakie w tym roku słyszałem.

Trzeba trzymać kciuki, żeby muzyka TSW rozeszła się jak te fale sejsmiczne poza granice środkowej Azji.

“Distorted Vision” można mieć już za darmo na Bandcampie.

sobota, 17 grudnia 2016

April Rain - a melting snowman EP (2016) EN


The ode to the melting snowman is not a typical album by April Rain, who clearly describe itself with plain words that they are a post-rock band from Earth. But this year's EP is a beautiful message played on piano with occasional guitar distortions in backgrounds. The band's intentions are clear, the title of the first track explains everything - "i wrote this instead of a letter".

It's a message filled with melancholia but also with spring - it's this destructive state when the view of people who resurrect after winter only stresses out your pain. When the signs of love pass by ("a melting snowman") and we want things that are not going to happen ("dontclosethedoorandletmein") which we can't even ask for (words I can not say"). And this spring melancholia, so different from the autumn one, can end only when the spring life eventually wins in a violent way ("when birds will break through my chest"). BTW, apparently this feeling affects also the knowledge of English grammar.

"a melting snowman" is a touching prediction of what some of us are going to get through soon, when days are longer and dark thoughts are surprisingly not suitable.

EP is available for $3.


April Rain - a melting snowman EP (2016) PL



























Oda do topniejącego bałwana nie jest typową płytą April Rain, którego członkowie sami nazywają się prosto i wymownie: jesteśmy zespołem post-rockowym z planety Ziemia. Tymczasem tegoroczna epka to piękna wiadomość zagrana na pianinie i przesterowanych gitarach gdzieś w tle. Zresztą intencje zespołu są klarowne, pierwszy tytuł pierwszego utworu wszystko wyjaśnia - "I wrote this instead of a letter" ("napisałem to zamiast listu").

Jest to wiadomość pełna melancholii, a jednocześnie niezwykle wiosenna w ten przygniatający sposób, gdy widok odżywających po zimie ludzi jedynie podkreśla twój ból. Kiedy przemijają ślady miłości ("a melting snowman") a my pragniemy rzeczy, które nie mogą się wydarzyć ("dontclosethedoorandletmein"), o które nie możemy nawet poprosić ("words I can not say"). I ta wiosenna melancholia, tak inna od jesiennej, zakończyć może się jedynie, gdy wiosenne życie ostatecznie zwycięży ("when birds will break through my chest"). Najwyraźniej uczucie to zagraża również znajomości gramatyki nawiasem mówiąc.

"a melting snowman" to przejmująca zapowiedź tego, co stanie się udziałem niektórych wśród nas już wkrótce, gdy dni zrobią się dłuższe, a mroczne myśli wydawać się będą zaskakująco nie na miejscu.

EP dostępna jest za 13 złotych ($3).


piątek, 16 grudnia 2016

Icelandic Elephants - Ghost Followers (2016) EN


It’s raining outside. And our journey through Russia is not very successful - we won’t even leave Petersburg. The third band from the “Venice of the North” is the project by Vitya Grin - Icelandic Elephants. The sensibility-and-nostalgy difference between the Wednesday’s Ifwe and IE is like the previous one between Ifwe and Show Me A Dinosaur - huge. Downwards, towards calmness and depressive melancholy. (BTW, dinosaurs, elephants, what kind of Russian fondness of being huge is it?)

The music made for rain, blanket and sleep, when there’s a party behind the wall and you just want to be alone with your thoughts. Grin doesn’t like talking about his music: “I'm creating boring music like ambient or drone or something like that”, “I like music very much. I think it makes me happy”. Full stop. But the music speaks for itself, about loneliness (“When Our Friends Will Turn Away”), fate (“Leave Home”) and lost hopes (“Turn Back Into Silence”). Just like the title suggests, about people who are lost in their memories and the most important thing for them is chasing the ghosts of people, who are no longer by their side.

Grin thanks his fans for listening to his “words” (the quotation marks are the author’s way of writing it), which is the best proof for that with his ambient work he wants to express something very true. And Painful.

(BTW, an Icelandic elephant” is not something so very absurd - there’s at least one of them, just check out Google Image)

“Ghost Followers” can be bought for only $3.





Icelandic Elephants - Ghost Followers (2016) PL


Za oknem pada. A nam nie udała się podróż przez Rosję bo nie zdołaliśmy nawet wyjechać z Petersburga. Trzecim zespołem z Wenecji Północy jest projekt Vitii Grina - Icelandic Elephants. Wrażliwościowo-nostalgiczny przeskok między IE a środowym Ifwe jest taki jak wcześniej między Ifwe a Show Me A Dinosaur - ogromna. W dół, w stronę spokoju i jednocześnie depresyjnej melancholii. (A swoją drogą słonie, dinozaury - co to za rosyjskie zamiłowanie do wielkości?)

Muzyka do deszczu, do koca i do spania, gdy za ścianą jest impreza, a ty chcesz po prostu pobyć sam ze swoimi myślami. Grin nie lubi mówić głębokich rzeczy o swojej muzyce: “robię nudną muzykę, taką jak ambient, drone i takie rzeczy”, “bardzo lubię muzykę, sprawia, że jestem szczęśliwy”. Kropka. Ale sama płyta opowiada ochoczo, o samotności (“When Our Friends Will Turn Away”), o losie (“Leave Home”) i o straconych nadziejach (“Turn Back Into Silence”). O tytułowych ludziach, którzy gubią się w swoich wspomnieniach, tak że najważniejsze jest dla nich skupianie się na duchach ludzi, których już nie ma obok.

Grin dziękuje słuchaczom za słuchanie jego “słów” (cudzysłów autora), co najlepiej świadczy o tym, że pragnie w swoich ambientowych utworach przekazać coś prawdziwego. I bolesnego.

(A swoją drogą islandzki słoń to nie jest absurdalny wcale pomysł - jeden jest, wrzućcie w wyszukiwarkę grafiki Google’a, ten słoń jest naprawdę imponujący)

“Ghost Followers” dostać można za jedyne 12,5 złotego ($3).





środa, 14 grudnia 2016

ifwe - Тихий Парад (2014) EN


If you listen to our Monday’s Show Me A Dinosaur and the artist of today, you can hardly believe that one city could create two so different approaches to sensibility. Sasha, Misha and Dima alias Ifwe create subtle dreampop, quiet and ashamed of its beauty. They sound like an eastern reply for Fireflies although they provide us with less heart melting onyric notes and more melodies.

From what I can understand, they sing about forest, books and midnight. But in order to feel the lyrics you don’t have to know the language, everything is noticeable in the vocal, the music and the ashamed face on the album’s cover.

There’s next to nothing about them in the Internet. I don’t even know whether they still play, I certainly do hope so because it’s definitely one of the prettiest faces of Petersburg.

“Тихий Парад” costs only $5.



ifwe - Тихий Парад (2014) PL


Słuchając poniedziałkowego Show Me A Dinosaur i artysty dzisiejszego ciężko zrozumieć jak jedno miasto mogło wydać na świat dwie tak odmienne wrażliwości. Sasha, Misha i Dima, czyli Ifwe to subtelny dreampop, cichy i zawstydzony swoją urodą. Brzmi jak wschodnia odpowiedź na Fireflies, chociaż jest tu mniej rozpływających się onirycznych nut a więcej melodii.

Na ile mogę zrozumieć to śpiewają o lesie, książkach i północy. Ale żeby wczuć się w słowa nie trzeba wcale znać języka, wszystko słychać w głosie i muzyce oraz w zawstydzonej twarzy na okładce płyty.

Nie wiadomo o nich wiele, o sobie nie piszą nic. Nie wiem nawet, czy jeszcze działają, mam nadzieję, że tak, bo to bez wątpienia jedna z piękniejszych twarzy Petersburga.

“Тихий Парад” kupić można za 20 złotych ($5).



poniedziałek, 12 grudnia 2016

Show Me A Dinosaur - Show Me A Dinosaur (2016) EN


It’s time to travel east. And north. And a little bit south as well. To Russia. And more precisely, to its former capital built by tzar among swamps, just like Dubai is built on a desert because that was a shah’s wish. To the city of palaces, vast and neglected housing areas and one museum with human fetuses drowned in formalin - Petersburg. And our guides are the members of Show Me A Dinosaur who will “flood (with) guitar sounds with hurricane of drums and desperate screams.

The bands floats somewhere on the genre borders - between horrendous black metal and aggressive screams through pitch black shoegaze to delicate guitar twanging. You can both drown in an ocean of sound and shred a tear over crystal bites of strings. SMAD like to play on emotions of very big importance, some would say that they really dig pathos. The introduction to their album is built on the human existence whose bodies, like everything else in the universe, “are made of (stars’) remnants and massive explosions in the galaxies”. But still we “choose to complicate life. We design a life of self-inflicted stress, negativity and broken habits. (...) There are times we wish our life away.” The bombastic style of metal really goes well with shoegaze sounds’ depth.

“We’ll meet where there will be light / covering our eyes we’ll fly high / We’ll meet where there will be light / to fall into ocean, like stone down to the bottom” - words like those never sound so good as accompanied by the wall of guitar sound, expressed as desperate screams.

“Show Me A Dinosaur” is available for $6.99.


Show Me A Dinosaur - Show Me A Dinosaur (2016) PL


Czas wybrać się na wschód. I na północ. I trochę też na południe. Do Rosji, a konkretnie do jej byłej stolicy zbudowanej przez cara na bagnach, tak jak Dubaj na pustyni bo zamarzyło się to szachowi. Do miasta pałaców, muzeum z ludzkimi płodami w formalinie i rozległych rozpadających się blokowisk - do Petersburga. A zabierają nas do niego muzycy Show Me A Dinosaur, którzy “zalewają (chętnych) dźwiękami gitar wraz z huraganem perkusji i desperackimi krzykami”.

Zespół pływa gdzieś po granicach gatunków - między horrendalnym black metalem i agresywnymi wrzaskami wokalisty przez czarny jak smoła shoegaze po delikatne pobrzdękiwania na gitarze. Można jednocześnie utonąć w oceanie dźwięku i wzruszyć się kryształowymi szpilkami strun. SMAD lubią grać na największych emocjach, ktoś mógłby rzec, że kręci ich patos i pewnie by się nie pomylił. Wstęp do swojej płyty budują na opisie ludzkiego istnienia we wszechświecie, które, tak jak wszystko wkoło, zawiera w sobie materię najbardziej epickiego zdarzenia w dziejach - wybuchu gwiazd. A mimo to utrudniamy sprawę - “wybieramy komplikowanie sobie życia, żyjemy wśród napięcia, które same sobie narzucamy, negatywizmu i szkodliwych nawyków (...) Są momenty, w których chcielibyśmy pozbyć się naszego życia”. Patos black metalu i głębia shoegaze’owych dźwięków bardzo do siebie tutaj pasują.

“Spotkamy się tam, gdzie będzie światło / zakrywając oczy wzlecimy wysoko / spotkamy się tam, gdzie będzie światło / by upaść do oceanu, jak kamień na dno”. Takie słowa nigdzie nie brzmią tak dobrze jak w towarzystwie ściany gitar, pod postacią desperackich krzyków.

“Show Me A Dinosaur” do nabycia za niecałe 30 złotych ($6.99).



sobota, 10 grudnia 2016

Mumrunner - Gentle Slopes EP (2016) EN


Everyone has a place they revisit in their thought although there’s this painful certainty that they will never come back there. For me this place is Tampere, Finland - a city from which Kati, Sauli, Juuso and Jukka, or Mumrunner, come from. And since their shoegaze anthem “Gentle Slopes” from the EP with the same title matches this feeling completely, it is with me very often lately.

There’s a lot of ocean in this track and, although Tampere is not a coastal city, there’s a reason behind that. The city is located between two huge lakes which may make you feel that you’re on a lonely island somewhere in the middle of the ocean. And the smell and the view of Näsijärvi and Pyhäjärvi is very tangible in this swaying and melancholic song. “Face against the rain, unafraid it will wash away / ‘Cause your pretty face, in photos it will remain” - it’s definitely one of my favourites of this year. The songs before “gentle Slopes” are pop hits played on dirt and delicate vocals, sounding similar to The Pains Of Being Pure At Heart but I don’t think that the Americans would say that they’re inspired by “beer, low humor and b movies.

“The Tampere, Finland based band love to play loud but never forsake an interest in subtler dynamics”, they combine alternative rock with dreampop soundscapes and they do it so well that they became one of those Finnish bands that have to be closely looked into. And it may be possible since they’ll be playing in Berlin and Praha in January.

“Gentle Slopes” can be bought for only 3 EUR.



Mumrunner - Gentle Slopes EP (2016) PL


Każdy ma miejsce, do którego najbardziej lubi wracać myślami, mimo bolesnej świadomości, że nigdy się już do niego nie wróci. Dla mnie takim miejscem jest fińskie Tampere - miasto, z którego wywodzą się Kati, Sauli, Juuso i Jukka, czyli Mumrunner. A że ich shoegaze’owy hymn “Gentle Slopes” z tak samo zatytułowanej epki idealnie wpasowuje się w to uczucie, jest przy mnie ostatnio często.

Jest w nim dużo oceanu, ale to, mimo że Tampere nie leży na wybrzeżu, ma swoje uzasadnienie. Miasto położone jest między dwoma ogromnymi jeziorami, przez co można poczuć się jak na samotnej wyspie. A zapach i widok Näsijärvi i Pyhäjärvi czuje się w rozkołysanym i pełnym melancholii utworze. “Deszcz na twarzy / nie boję się, że ją zmyje / bo twoja piękna twarz na zdjęciach będzie trwać”. Utwory poprzedzające “Gentle Slopes” to popowe przeboje grane na brudzie i delikatnych wokalach przypominające nieco The Pains Of Being Pure At Heart, ale nie przypuszczam by ci w swoich inspiracjach wymieniali “piwo, marny humor i filmy klasy B”.

“Finowie z Tampere kochają grać głośno ale nie zapominają o subtelniejszych dynamikach”, łączą alternatywny rock z dreampopowymi muzycznymi krajobrazami i robią to tak dobrze, że stają się jednym z tych fińskich zespołów, których należy obserwować. W styczniu zagrają całkiem niedaleko - w Pradze i w Berlinie.

“Gentle Slopes” dostać można już za nieco ponad 13 złotych (3 EUR).



piątek, 9 grudnia 2016

2l8 - The Answer (2016) EN


Theatrical rock, is it a musical genre? Guitar music filled with stage expression, exaggerations and poetry that is made to influence. This is how I think of Greek 2l8 which after a great “Η Κλωστή (The Thread)” and albums with music written for, obviously, theatre plays Antigone and Don Juan came back earlier this year with their best album up to now, “The Answer”. The way they describe the album, next to its post-apocalyptic cover, does already sound as if it was declaimed from stage: “Good news! Τhe world has finally ended! (...) It is time to celebrate. For we still have each other, we still have the passion (...) We are post human, we are calling to send this last message to YOU. The future depends on that tiny bundle of energy you hide inside. Join us. The war is far from over. And we need you. Signed: He&She”.

The idea of post humans who gave up their souls and started to evolve in some frightening, apocalyptic direction appears throughout the album. Those people are never fulfilled (“The wolf in me, is still hungry” - Post Human), they have no emotions (“Since that day I can only see / From the eternal perspective / I grow colder” - Learning to Breathe) and are very lonely (“The nameless grave that I dig for myself on bad days / It’s a handwritten list of the people I once knew, the people that left me” - Desire! Desire! Desire!). It all speaks very clearly, directly into your frightened soul. And it’s supported with fantastic melodies, surprisingly catchy music and delicate electronic filings. And first of all, with several different vocals, including something that sounds like gregorian chorales sung alongside guitar riffs.

Equally important is the fact that the album was crowdfunded and all the income will be given to help solving the refugee crisis in Greece, the most tangible trace of 2l8’s apocalypse coming and our western societies’ posthumanization.

“The Answer” is available for free but as written above, I recommend paying something as it is worth in every way.


2l8 - The Answer (2016) PL


Teatralny rock, istnieje taki gatunek? Gitarowe granie pełne scenicznej ekspresji, przejaskrawień i poezji, która chce wpływać. W taki sposób myślę o greckim 2l8, którzy po świetnym “Η Κλωστή (The Thread)” i muzyce do, oczywiście, spektakli Antygony i Don Juana, wrócili w tym roku z najlepszą swoją płytą - “The Answer”. Już sam opis płyty towarzyszący postapokaliptycznej okładce brzmi jak wygłaszany ze sceny: “Dobre wieści! Świat nareszcie się skończył! (…) To czas na świętowanie bo wciąż mamy siebie nawzajem i nasza pasję. (...) Jesteśmy postludźmi i wołamy właśnie do CIEBIE. Przyszłość zależy od tego małego pakunku energii, który ukrywasz w sobie. Przyłącz się do nas, wojna jeszcze się nie skończyła. Podpisano: ona i on”.

 Idea postludzi, którzy zrzekli się duszy i zaczęli ewoluować w jakimś strasznym, apokaliptycznym kierunku pojawia się na całej płycie. Ludzie ci są nigdy nie spełnieni (“wilk we mnie wciąż jest głodny” - Post Human), pozbawieni emocji (“od tego dnia patrzę na wszystko jedynie z perspektywy wieczności i jestem coraz chłodniejszy” - Learning to Breathe) i samotni (“anonimowy grób, który kopię dla siebie w złe dni to odręczna lista ludzi, których kiedyś znałem, a którzy mnie zostawili” - Desire! Desire! Desire!). Wszystko to przemawia niezwykle wyraźnie, prosto do przerażonej duszy. A poparte jest fantastycznymi melodiami, nadzwyczaj przebojową muzyką i delikatnymi elektronicznymi zagraniami. A przede wszystkim wieloma różnymi wokalami, z których część przypomina chorały gregoriańskie wyśpiewywane do gitarowych riffów. 

 Nie bez znaczenia jest też fakt, że album został crowdfundowany, a zyski z jego sprzedaży przeznaczone zostaną na przeciwdziałanie kryzysowi emigracyjnemu w Grecji, najbardziej namacalnemu świadectwu nadchodzącej apokalipsy i posthumanizacji naszych społeczeństw.

 “The Answer” dostępne jest za darmo (ale że cel jest szczytny to polecam szarpnięcie się nieco - warto pod każdym względem).


środa, 7 grudnia 2016

Afformance - Through Walls (2015) EN


“The wind! The fire! The sea! The volcanoes! The animals! The city! The laughter! The cries! The breath! The heartbeat!” - whatever you may think, it’s not fragment of a new movie about the adventures of Captain Planet, it’s a list of the phenomena that inspire the main characters of this post - the post-rocking wizards from Athens, Afformance. Already the first track is a whole story played on guitar riffs, a story of a man who experienced epiphany which led to his act of faith (Actus Fidei) and as a result fell up into the skies. Did it happen when facing death? Or is it something we all experience during our everyday so-called lives? The next songs are equally enigmatic. Cordyceps - a type of fungi that parasite and eventually decompose insects and other small animals, savants - a phenomenon when someone who is mentally challenged is also pure genius in some way (“Rain Man” anyone?) and finally the mysterious Mr Bennet - the only thing I made up from it is Stede Bonnet, a “gentleman pirate” who terrorized the Caribbean Sea on his Revenge in 18th century. Everything here is mysterious but in the end, what would post-rock be without mystery?

Even the band’s name is interesting. Could it mean some kind of mixture of affair and romance? Isn’t it the same? Do they add up to some kind of super-romance everyone dreams of?

Anyway, Afformance dress those mysteries into a beautiful form of guitar post-rock similarly as Explosions In The Sky and Mogwai do. Long, succinct compositions with occasional radio recordings, energetic accelerations and almost disco-like spontaneity (“Dancing Lessons…”). It’s this kind of music that goes through walls, be them the ones between the world and your soul or between you and your irritated neighbours.

Their previous album, “Affection” is available for free, “Through Walls” costs 5 EUR.


Afformance - Through Walls (2015) PL


Wiatr! Ogień! Morze! Wulkany! Zwierzęta! Miasto! Śmiech! Zawodzenia! Oddech! Tętno serca! To wbrew pozorom nie jest cytat z kontynuacji przygód Kapitana Planety - to lista fenomenów inspirujących bohaterów dzisiejszego wpisu - post-rockowych czarodziei z Aten, Afformance. Już pierwszy utwór to cała historia zagrana na riffach - historia człowieka doznającego objawienia i składającego akt wiary (Actus Fidei) by w rezultacie spaść prosto w niebiosa. Czyżby działo się to na łożu śmierci? A może spotyka nas to  w codziennym, tak zwanym, życiu? Kolejne ścieżki są równie zagadkowe. Cordyceps, po polsku “maczużnik” (czy nie pięknie?) to rodzaj grzybów pasożytujących i w efekcie rozkładających owady i małe kręgowce, Savants (zespół Sawanta) to zjawisko, gdy osoba niepełnosprawna umysłowo jest jednocześnie genialna w jakiejś dziedzinie (“Rain Man” anyone?), czy w końcu tajemniczy pan Bonnet - jedyne do czego doszedłem to Stede Bonnet, pirat-dżentelmen grasujący na Karaibach w XVIII wieku na swojej Zemście. Wszystko to jest bardzo tajemnicze ale czym byłby post-rock bez tajemnicy?

Zresztą nazwa zespołu sama w sobie jest ciekawa. Czyżby chodziło o kombinację romansu i… romansu (“romance” i “affair”)? Jest jakaś różnica? Czy razem daje to super-romans, taki którego każdy z nas pragnie?

Tak czy inaczej, Afformance ubiera te tajemnice w gitarowy post-rock spod znaku Explosions In The Sky i Mogwai, w długie, pełne treści kompozycje poprzetykane okazjonalnymi nagraniami z radia, energetycznym depnięciem i niemal dyskotekową żywiołowością (“Dancing Lessons…”). To taka muzyka, która przenika przez ściany - zarówno te między światem a twoją duszą jak i te między tobą a twoimi poirytowanymi sąsiadami.

Ich wcześniejszy, świetny “Affection” można mieć za darmo, “Through Walls” kosztuje 23 złote (5 EUR).


poniedziałek, 5 grudnia 2016

No Clear Mind - Makena (2016) EN


Greek Week!.Delicate shoegaze, funeral pop, bedroom music - there’s many ways to describe a great London based band - Piano Magic. And, what I’ve just discovered, Greek No Clear Mind. It was really fortunate because the quintet has just released their new album - “Makena”. The title is sort of mystery to me as it cam mean either hydroxyprogesterone - manmade female hormone used to help women in pregnancy or an ocean district with beautiful beaches. Which makena is a better match?

The biggest difference between Piano Magic and NCM is the vocal - less whispery-mysterious kind, more self-confident that might be even accurate for, e.g. prog rock if it was tiny bit louder. The atmosphere is the same - tension under the skin, a river of sadness (“No man is an island but this is how I feel/season after season/year after year” (“No Man is an Island”) and this weird consolation in despair (“Feels like sinking in serenity/drifting where your heart will have me drift/I open up my arms to taste/your warm sweet and quiet embrace” (“Saint John”)).

For every fan of ambient pop with more guitars than keys but with tons of atmosphere - “Makena”.

The album is available for 6 EUR.



No Clear Mind - Makena (2016) PL


Tydzień grecki! Delikatny shoegaze, pogrzebowy pop, muzyka sypialniana - to najlepsze określenia twórczości genialnego londyńskiego zespołu Piano Magic. A także, co odkryłem niedawno, greckiego No Clear Mind. Znakomicie się składa bo kwintet właśnie wydał swój najnowszy krążek - “Makena”. Tytuł to pewna zagadka bo makena to z jednej strony inna nazwa hydroksyprogesteronu, sztucznego hormonu służącego do podtrzymywania ciąży, z drugiej, ośrodek nad oceanem z pięknymi plażami. Która makena bardziej pasuje?

 Największa różnica między NCM a Piano Magic to chyba wokal - mniej szeptania a więcej pewnego siebie głosu, który poradziłby sobie chociażby w rocku progresywnym, gdyby zdecydował się śpiewać głośniej. Atmosfera ta sama - napięcie pod skórą, rzeka smutku (“żaden człowiek nie jest samotną wyspą/ale tak właśnie się czuję/kwartał po kwartale/rok po roku” (“No Man Is An Island”)) i to dziwne pocieszeni w beznadziei (“czuję się jakbym tonął w spokoju/unosząc się tam, gdzie chce tego twoje serce/otwieram ramiona by spróbować/twojego ciepłego, słodkiego i cichego uścisku” (“Saint John”)). 

 Dla wszystkich fanów ambient popu, gdzie więcej jest gitar niż klawiszy ale klimatu co niemiara - “Makena”.

Krążek dostępny jest za 27 zł (6 EUR).



sobota, 3 grudnia 2016

Lisa Marie Kruchak - Miles of Prairie (2014) EN


Who of us would think that Toronto, the city in Canada, could be an annoying moloch? That anything in Canada could? But it does. "Toronto has a way of wearing people down. With the constant noise, hustle and hurry there leaves little room for quiet reflection", the antidote for this is the first LP by Canadian artist Lisa Marie Kruchak - "Miles of Prairie".

You can hear here horses galloping through the prairie, groves that are being passed by and the pace of blood. The escape into the dark, like the dark sky above the fire, folk, escape from loneliness, loss and betrayal. Or maybe "escape" is not the word to use here? It does sound more like this night ride through the prairie and contemplation over those feelings. There's no escape from them but perhaps you can wrap your mind around them? The atmosphere of the album is done by the guitar with veeery heavy strings, the sound of which makes you almost feel how resistant they are under the fingers. It is balanced by surprisingly catchy melodies ("Without Losin") and choirs ("Sometimes") and deepen by distortions ("Lonely Heart"). Kruchak, as the Polish-like surname as well as her pictures suggest, is the black raven within the snowy landscape looking at the frozen feelings with eyes full of black wisdom.

"Miles of Prairie" was recorded in Slaughterhouse 754,  it costs 10 CAD.


Lisa Marie Kruchak - Miles of Prairie (2014) PL


Kto z nas przypuszczał, że Toronto, to miasto w Kanadzie, potrafi być nieznośnym miejskim molochem? Że cokolwiek w Kanadzie potrafi? A jednak. "Toronto potrafi na swój sposób znużyć człowieka. Ciągły hałas, krzątanina i pośpiech zostawiają mało miejsca dla cichej refleksji". Antidotum na to wszystko ma być pierwsza długogrająca płyta kanadyjskiej artystki Lisy Marie Kruchak - "Miles of Prairie".

Słychać tu konie biegnące przez tytułowe mile prerii, słychać mijane zagajniki i tętent krwi. Ucieczkę w kraj ciemnego jak niebo ponad ogniem folku, ucieczkę od samotności, utraty i zdrady. Chociaż czy ucieczka jest właściwym słowem? Bardziej brzmi to na nocną jazdę po prerii i kontemplację tych uczuć - nie da się od nich uwolnić ale może da się ja ogarnąć rozumem. Największą robotę robi na płycie gitara o bardzo ciężkich strunach, której dźwięk powoduje, że niemal czujemy opór, jaki stawia palcom. Równoważą ją zaskakująco skoczne melodie i okazjonalne chórki ("Sometimes") a pogłębiają różnego rodzaju zabrudzenia ("Lonely Heart"). Kruchak, tak jak sugeruje to polsko brzmiące nazwisko i jej zdjęcia, to czarny kruk w śnieżnym krajobrazie patrzący na mroźne uczucia i łyskający inteligentnymi, rozumiejącymi oczyma.

"Miles of Prairie" nagrano w Slaughterhouse 754, kosztuje 31,5 złotego (10 CAD).