Richard Neale, artysta z południowej Anglii, otwiera swoją nową płytą szkatułę skondensowanego smutku i piękna. Siedem utworów roztapiających duszę delikatnymi klawiszami pianina i dreampopowymi aranżacjami zaskakującymi nieziemskimi chórami.
Dawno nie słyszałem delikatniejszego wokalu. Głos Neale'a brzmi jak aksamitna woalka - delikatny i przesmutny. W "Somewhere in the Dead of Night" towarzyszy mu chór niczym w czasie mszy rozmarzonych lunatyków, który w "Young Adult" przechodzi w sfery niemalże niebiańskie. Kontrast między brzmieniem chóru i szeptanymi, a czasem w zasadzie recytowanymi fragmentami wokalu jest tym, co robi największe wrażenie.
Album miał powstać jako zbiór improwizacji na pianinie, który wyewoluował w mieszankę "szeptanego folku, chórów, ambientu, post-rocku i subtelnej elektroniki". Wszystko się jak najbardziej zgadza - neoklasyczne pianino, dźwięki dzwonków i ambientowe tła są stałymi towarzyszami na płycie, a dołączają do nich miejscami nawet dość surowe dźwięki gitary ("Wave of Indifference").
"Eves" można mieć za płać ile chcesz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz